Memories never die.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Włącz. :)


- Zamknąć wszystkie drzwi! - wrzasnęłam tak głośno, że poczułam nieprzyjemne draśnięcie w moim gardle. Jednak nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Dess uspokój się. - moja mama położyła mi dłoń na ramieniu, którą błyskawicznie odtrąciłam, a po chwili dostrzegłam biegnących ochroniarzy w naszą stronę.
Byłam zdenerwowana, wściekła, przerażona, wystraszona.. Moje ciało było przesiąknięte wszystkimi możliwymi uczuciami. Ręce mi się trzęsły, miałam ochotę zabić ojca Madison. JAK ON MÓGŁ. JAK ON JESZCZE MOŻE STĄPAĆ PO TEJ ZIEMI. Nagle w szpitalu zapanował harmider, mężczyźni ubrani na czarno porozumiewali się za pomocą krótkofalówek, a ja bezradnie stałam na środku pokoju, gdzie jeszcze dosłownie przed chwilą leżała moja przyjaciółka. Nie. Szybko się zerwałam i biegłam ile sił w nogach na parter. Chciałam go znaleźć. Rozszarpać na strzępy własnymi rękami. Nie panowałam nad sobą.
- Destiny! - usłyszałam za plecami krzyk mojej rodzicielki, który bez namysłu zignorowałam.
W jakim bagnie my żyjemy?! Czy nikt nie zauważył, że facet w garniaku niesie nieprzytomną pacjentkę? Gdy znalazłam się na główny piętrze, dokładnie rozglądnęłam się dookoła. NIE MA GO. Jakim cudem mógł się tak szybko wydostać? Jak odłączył kroplówkę Maddie? Biłam się z myślami, gdy usłyszałam krzyk.
- Stój! - podążyłam wzrokiem w stronę, z której dobiegał dźwięk i moim oczom ukazał się policjant celując bronią w Pana Clarka. Niewiarygodne, że tak szybko przyjechali. Trzymał Madison przerzuconą przez ramię jak jakiś worek kartofli. Ten człowiek był jedyną osobą, którą miałam ochotę zabić. Moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści, a serce zaczęło szybciej bić. Pochyliłam się do przodu, żeby rzucić się na tego idiotę, lecz poczułam, że jakieś obce dłonie obejmują moją talię i mocno przyciskają do siebie.
- Nawet o tym nie myśl. - usłyszałem szept wydobywający się z tajemniczych ust.
Gwałtownie odwróciłam głowę i zobaczyłam...
- R..Ryan? - wybełkotałam, szeroko wytrzeszczając oczy.

OCZAMI MADISON

Włącz. :)


Zacisnęłam mocniej powieki. Czułam się okropnie. Wewnętrzna część głowy mocno pulsowała, co powodowało mdłości. Lekko się poruszyłam, chcąc ułożyć się wygodniej.
- Maddie, kochanie? - usłyszałam i poczułam czyjąś dłoń na mojej.
Z wielkim trudem otworzyłam oczy i ujrzałam szatyna siedzącego obok mojego łóżka.
- J-justin? Gdzie ja jestem? - wymamrotałam z trudem.
- Shh, Skarbie. Nie mów nic. Jesteś już bezpieczna. - szepnął gładząc moją dłoń, po czym pocałował mnie w czoło.
Zadowolona z tego gestu, uśmiechnęłam się blado i ponownie zamknęłam powieki. Miałam ochotę spać. Tylko spać. Nie pamiętałam kompletnie nic, więc po chwili, a tak mi się przynajmniej wydawało, usnęłam.
Obudziłam się kilka godzin później, wywnioskowałam to ze zmiany koloru nieba za oknem. Justin nadal siedział obok mnie, a moja dłoń spoczywała w uścisku jego dłoni. Patrzył na mnie z delikatnym uśmiechem na ustach, a ja zdałam sobie sprawę, że przy nim czuję się bezpieczna.
- Jak się spało? - szepnął, a z jego twarzy cały czas nie schodził uśmiech.
Odpowiedziałam mu jedynie tak samo szczerym uśmiechem.
- Co się stało? - mruknęłam cicho, oblizując wcześniej usta.
Chłopak opowiedział mi wszystko bez większych szczegółów. Nie dopytywałam się, byłam wstrząśnięta tym, co się stało. Nie chciałam wiedzieć.
- Gdzie on teraz jest? - szepnęłam, odpędzając łzy gromadzące się w moich oczach.
- Policja go zabrała. - odpowiedział. - Wydaje mi się, że to dobry moment, byś poinformowała ich o tym wszystkich krzywdach, które Ci wyrządził. - mruknął, mocniej ściskając moją rękę.
Odpowiedziałam cichym westchnięciem. Czy byłam na to gotowa? Jak moje życie wyglądałoby bez ojca? Byłabym szczęśliwa..?

OCZAMI DESTINY

Wróć do tej piosenki :)


Stałam przed drzwiami domu Madison od dobrych dziesięciu minut i bezskutecznie próbowałam się dodzwonić. Niestety jej rodzicielka postanowiła mi nie otwierać, chociaż doskonale wiedziałam, że kobieta jest w środku. Ja się poddam? Nigdy w życiu. Zaczęłam się dobijać, aż w końcu osiągnęłam cel.
- Słucham? - brunetka uniosła brew, udając, że w ogóle nie ma pojęcia kim jestem.
- Witam Panią Clark. - wykrzywiłam usta w uśmiechu. - Wydaje mi się, że powinnyśmy porozmawiać.
- Nie mamy o czym. - kobieta burknęła pod nosem i szybkim ruchem spróbowała zamknąć mi drzwi przed nosem.
Ha, jestem szybsza. Włożyłam stopę między drzwi a próg domu.
- Mamy. Proszę mi wierzyć na słowo. - mruknęłam surowo i chamsko wepchnęłam się do środka.
Wprawiłam trzydziestopięcioletnią kobietę w zakłopotanie. Oh, czyżby miała coś wspólnego z przerażającym życiem córki.
- Od jak dawna Pani wie, że pański mąż bije Madison? - mruknęłam, siadając przy stole w kuchni. Długo nie słyszałam odpowiedzi.
- To nie jest Twoja sprawa, młoda damo. - powiedziała brunetka, łudząc się głupio, że uniknie konkretnej odpowiedzi.
- Od kiedy? - warknęłam pod nosem, tracąc już cierpliwość.
Kobieta głośno przełknęła ślinę.
- Nie widzisz tony makijażu na mojej twarzy? - uniosła brew, zadając pytanie na wydechu. Zmarszczyłam brwi. Kompletnie zbiła mnie z tropu. Mama mojej przyjaciółki z cichym, towarzyszącym jej westchnięciem podeszła do zlewu i odkręciła kran. Nabrała wody w dłonie, po czym przyłożyła je do twarzy. Starła, rzeczywiście ogromną, cześć makijażu i ponownie odwróciła się w moją stronę, a ja, jedyne co mogłam zrobić, to szeroko otworzyłam usta ze zdziwienia. Spytacie dlaczego.. Jej jedno oko było podbite, a policzki posiniaczone...

~*~

No cóż. Teraz należą się Wam krótkie wyjaśnienia.
Nie, nie mam żadnego trudnego okresu w życiu tak jak to twierdzi słodki anonimek na moim asku. Jest dobrze, a nawet lepiej niż kiedykolwiek. Nieważne.
Zaraz będą 3 miesiące jak nie dodałam rozdziału, za co bardzo Was przepraszam. I jeszcze kompletny brak obecności na Waszych blogach. Przepraszam.
Potrzebowałam przerwy. Nie miałam weny, nie chciało mi się. Po prostu. Teraz już jestem i nie zamierzam odchodzić. :) Mam nadzieje, ze spodoba się Wam ten rozdział i zostawicie po sobie komentarze, które cholernie mnie zmotywują. :*
largen.png
Tagi: -
26.08.2014 o godz. 14:48
- Kto mówi? - wydawało mi się, że zmarszczył brwi.
- Się nie interesuj. - syknąłem.
- Ah tak, kochany Justinek. - zaśmiał się. - Znowu bawisz się w rycerza mojej córeczki? Z łaski swej powiedz jej, żeby wróciła do domu, bo obiad czeka.
- Serio myślisz, że pozwolę jej do Ciebie wrócić? - zaśmiałem się. - Nie uraź się, ale Cię chyba doszczętnie pojebało.
Już miałem przeróżne przejścia z jej ojcem, ale nie wiedziałem, że ją bije.
- No to ciekawe jak ona poradzi sobie bez moich pieniędzy. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- O to już się nie martw, maleńka.
Byłem gotowy wziąć Madison pod swoją 'opiekę'. Kocham ją nad życie, a to czy miałbym za nią płacić, czy nie, nie miało najmniejszego znaczenia.
- Jestem jej ojcem, mam do niej wszystkie prawa. - krzyknął, zaczynając się denerwować.
- Gówno prawda. - warknąłem. - Jest pełnoletnia, nie możesz już jej nic zrobić.
- Zobaczymy. - mruknął i się rozłączył, a ja zaciskając szczękę rzuciłem telefon Madison na łóżko.
- Justin.. - usłyszałem łamiący się głos.
- Hm? - automatycznie podniosłem głowę i spojrzałem na Destiny.
- Martwię się o nią. - szepnęła, ściskając rękę swojej przyjaciółki.
- Wzięła tego za dużo, musimy jechać do szpitala. - mruknąłem, biorąc ją na ręce.
- Ty nie możesz jechać! - mruknęła głośno.
- Bo? - zmarszczyłem brwi, wstając z łóżka z brunetką na rękach.
- No bo Ty jesteś Justin. - uniosłem brew, nie rozumiejąc o co jej chodzi. - Ten Justin. Bieber. - westchnęła. - Rozpoznają Cię, a teraz najważniejsza jest Madison.
Miała rację. Ale nie mogłem zostać w domu i bezczynnie czekać na to co się stanie.
- Założę kaptur, to pomoże? - mruknąłem z nadzieją w głosie.
- Nie. - westchnęła. - Zaczekaj tu chwilę. - rzuciła i wybiegła z pokoju.
Usiadłem na rogu łóżka, nadal trzymając Maddie na rękach. Odgarnąłem dłonią kosmyk włosów, opadających na jej twarz, po czym pocałowałem ją w czoło. Tak cholernie bolało mnie serce. Nie mogłem wybaczyć sobie tego, że ją wtedy zostawiłem. Jedyne co mi teraz chodziło po głowie, to pytanie od kiedy tata ją bije. Jak można podnieść dłoń na kobietę?! Siedziałem tak, patrząc na moją ukochaną, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Podniosłem głowę i dostrzegłem Destiny ze swoją mamą. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Dzień dobry, jestem J--- - zacząłem wstawać, by przywitać się z kobietą, lecz ona mi przerwała.
- Siadaj. - machnęła lekko ręką - Dobrze wiem kim jesteś. - mruknęła. - Słyszę o Tobie 24/7. - w tej chwili spojrzała na Destiny, na co ta jęknęła 'mamooo', lekko się czerwieniąc.
Ah no tak, Belieberka.
- Zawiozę ją do szpitala. -mruknęła cicho - zanieś ją do mojego samochodu.
Nie czekając ani chwili wykonałem jej polecenie. Położyłem ją na tylnych siedzeniach, a Dess wzięła jej głowę i położyła sobie na kolanach.
- Masz. - kobieta rzuciła mi jakieś kluczyki. Zmarszczyłem brwi. - To klucze od domu Madison. Idź tam i zabierz jej wszystkie rzeczy, od dzisiaj mieszka u nas. A i nie martw się, jej ojca nie ma w domu. - mruknęła, pospiesznie wsiadając Do samochodu.
- Okay. - skinąłem głową i natychmiast ruszyłem do domu dziewczyny.


OCZAMI DESTINY

Z moich oczu spływały strumieniami łzy. Jak mogłam ją samą zostawić w pokoju?!
- Nic Ci nie będzie, wiesz? - szepnęłam ze spływającą łzą po policzku, gładząc włosy przyjaciółki. - To tylko płukanie żołądka, bo wzięłaś za dużo tabletek, głuptasie.
- Kochanie, ona Cię nie słyszy. - moja rodzicielka mruknęła, patrząc na moje odbicie w przednim lusterku.
- Nie przeżyję, jeżeli coś się jej stanie. - zaszlochałam.
- Kotku, a jak śpiewa Justin? 'Everything's gonna be alright', tak? Więc nie masz co się martwić.
Starłam łzę spływającą po moim policzku. Mama ma rację.. Wszystko będzie dobrze. Nawet nie zauważyłam, gdy zaparkowałyśmy przed szpitalem.
- Zaczekaj tu z nią, pójdę po kogoś. - powiedziała kobieta, wysiadając z samochodu.
Skinęłam lekko głową i wpatrywałam się w oddalającą się mamę, gdy w pewnym momencie usłyszałam dźwięk telefonu. Rozejrzałam się i dostrzegłam, że iPhone Maddie leży obok mnie na fotelu. Podniosłam go, dzwonił Justin. Przejechałam kciukiem po ekranie, odbierając połączenie.
- Brała tego więcej. - mruknął cicho. - Znalazłem siedem pustych opakowań i.. - zawiesił głos - żyletki.
Moje oczy ponownie wypełniły się łzami. Podniosłam jej jedną rękę i dostrzegłam blizny po cięciu się. Jak mogłam tego nie zauważyć?!
- Zadzwonię do Ciebie później, mama idzie z lekarzem.. - szepnęłam łamiącym się głosem, widząc zbliżającą się sylwetkę mojej rodzicielki i się rozłączyłam. Szedł z nią lekarz. Za nimi o wiele więcej osób. Nosze. Widziałam to wszystko jak przez mgłę. Szybko otworzyli drzwi, wyciągnęli moją Madison. Zaczęłam zadawać masę pytań, wcześniej wysiadając z samochodu. Nikt mi nie odpowiedział, tylko mama objęła ramieniem i gładząc ręką moje włosy przytuliła do siebie.
- Mamo, co się dzieje? - zaczęłam płakać, patrząc jak kładą Madd na noszach lekarskich.
Przecież przed chwilą było tak spokojnie, to miało być tylko płukanie żołądka! Ruszyli w stronę szpitala, nie było opcji, żebym została na podwórku i czekała co się stanie. Zaczęłam iść za nimi, ciągnąc mamę za rękę. Zaczęły się krzyki. Nawoływanie lekarzy, co się dzieje..
- Pani zostaje tutaj. - jakiś mężczyzna zagrodził mi ręką wejścia na salę.
- Muszę cały czas być przy niej! - krzyknęłam, próbując go wyminąć.
- Kotku, chodź. - mama odciągnęła mnie od niego po czym do siebie przytuliła.
- Mamo, co się dzieje? - zaczęłam ponownie zalewać się łzami.
- Wszystko będzie dobrze. - pocałowała mnie w czoło a w mojej głowie zaczęła rozbrzmiewać piosenka Be Alright .


JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ

Siedziałam przed salą, na której moja przyjaciółka od dłuższego czasu znajdowała się w towarzystwie lekarzy. Krzesło, na którym miałam nieszczęście siedzieć, było cholernie niewygodne. Oparłam łokcie o swoje kolana i schowałam twarz w dłoniach. Z dala dostrzegłam moją mamę, która niosła mi kawę z automatu.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko, obejmując ciepły kubeczek palcami.
- Wiesz już coś? - mruknęła, siadając na krześle obok mnie.
- Nie. - westchnęłam.
- Będzie dobrze. - kobieta przejechała pocieszająco po moim ramieniu, na co odpowiedziałam jej lekkim, prawie niewidocznym uśmiechem.
Spojrzałam na kubeczek, który trzymałam w dłoniach. Kawa była czarna jak smoła. Nienawidzę i nigdy nie piję kawy, ale dzisiejszego dnia było mi wszystko jedno. Chciałam już tylko się dowiedzieć, że z moją przyjaciółką jest wszystko okay.
- Witam piękne Panie. - usłyszałam ten obrzydliwie znajomy głos, który spowodował, że natychmiast podniosłam głowę. - Jesteś przyjaciółką mojej córki, prawda? - jego twarz wykrzywił obleśny uśmiech.
- Tak. - odparłam ze zmarszczonymi brwiami, patrząc na ojca Madison.
- Nie widziałaś może jej ostatnio? - uniósł brew.
- Nie, a stało się coś? - zapytałam, chcąc nie okazać po sobie żadnych emocji.
- Nie, skarbie, ależ skąd. - zaśmiał się.
Moja ręka delikatnie się zatrzęsła. Miałam ochotę wylać na niego kawę, tak bardzo mnie irytował. Myślał, że nic nie wiem?!
- Nie chcę być niegrzeczna, ale co Pan miał na celu, podchodząc tutaj? - uniosłam brew.
- Destiny. - upomniała mnie mama.
Wywróciłam oczami.
- Nie nie, spokojnie. Bardzo dobre pytanie. - uśmiechnął się. - Chciałem się spytać, czy nie widziałaś Madison, ponieważ chciałem zabrać ją do kina.
Wątpię, żeby chciała.
- Nie, nie widziałam. Umówiłyśmy się, że spotkamy się wieczorem. - odpowiedziałam bez większych emocji.
- No cóż, okay. - westchnął. - To jadę do domu, może wróci. Dziękuję. - pocałował dłoń mojej mamy, po czym chciał zrobić to samo mnie, ale ja odciągnęłam rękę i powiedziałam:
- Do widzenia.
Mężczyzna posłał mojej rodzicielce uwodzicielski uśmiech, po czym odwrócił się do nas plecami i odszedł w ciszy.
- Nie wiedziałam, że tak dobrze kłamiesz. - zaśmiała się, patrząc na mnie.
- Ta, ja też. - mruknęłam, wyjmując telefon z kieszeni.
Wybrałam numer Justina i od razu do niego zadzwoniłam.
- Tak?
- Justin, on zaraz będzie w domu. Musisz uciekać. - oblizałam usta.
- Spokojnie mała. - zaśmiał się. - Już jestem u Was w domu, wszystkie rzeczy Maddie już tu są.
- Boże, kocham Cię. - odetchnęłam z ulgą.
- A kto mnie nie kocha? - zaśmiał się, na co wywróciłam oczami. - Dobra, jak mój Skarb?
- Jeszcze niestety nie wiem. - mruknęłam, gdy otworzyły się drzwi od pomieszczenia, gdzie leżała brunetka. - Zaraz zadzwonię. - rzuciłam i się rozłączyłam.
- Doktorze, co z nią? - zapytałam gorączkowo, podchodząc do mężczyzny w podeszłym wieku.
- Zapraszam Panie do mojego gabinetu, tak na korytarzu to nieładnie. - uśmiechnął się, a my poszłyśmy za nim.
Lekarz zajął miejsce po jednej stronie biurka, my po drugiej.
- Madison Clark.. - mruknął, patrząc na dokumenty. - Ta dziewczyna miała cholerne szczęście. - przeniósł wzrok na nas, zdejmując okulary.
Spojrzałam na mamę, marszcząc brwi, po czym znowu na mężczyznę.
- Wzięła śmiertelną dawkę. - kontynuował, a moje oczy wypełniły się słoną substancją, uniemożliwiając mi jakiekolwiek widzenie. - Całe szczęście opanowaliśmy sprawę, lecz będzie musiała zostać co najmniej 4 dni na obserwacji.
- Jasne, rozumiemy. - odparła mama, za co byłam jej cholernie wdzięczna. Ja nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. - Mogłybyśmy ją zobaczyć?
- Oczywiście. - uśmiechnął się, a moje nogi, nie czekając na moje polecenie, dźwignęły moje ciało i od razu ruszyły w stronę pokoju Maddie.
Szybkim krokiem przeszłam przez cały korytarz i po chwili weszłam do sali, gdy..
- Ale jej tu nie ma. - odwróciłam się do mojej rodzicielki.
- Słucham, no na pewno jest. - mruknęła i weszła głębiej. - Boże.. - zakryła twarz jedną dłonią, drugą podnosząc kartkę z łóżka, na której widniał napis, który ścisnął moje serce.

Nienawidzę, gdy ktoś mi kłamie, Słońce.


_____________________________________________

Hej.
Na samym wstępie chcę Was przeprosić za nieobecności na Waszych blogach, jak również na swoim. Koniec roku, poprawiałam oceny.. No ale teraz już jestem. Przez długi czas muszę leżeć w łóżku, bo jestem po zabiegu, więc przeczytam wszystko co wstawiłyście i na pewno skomentuję. :)
Tak więc czekam, że Wy wypowiecie się na temat tego rozdziału..
m.jpg
Tagi: -
30.06.2014 o godz. 09:59
Momentalnie się odwróciłam i dostrzegłam mojego ojca, stojącego w drzwiach od mojego pokoju. Przełknęłam ślinę, czując, jak moje serce podchodzi mi do gardła.
- O czym Ty mówisz? - mruknęłam cicho, udając, że nie wiem o co mu chodzi.
- Nie pogrążaj się. - warknął, po czym podszedł do mnie i mocno szarpnął mnie za włosy.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze z bólu, a on, widząc jak cierpię, zaśmiał się ponuro.
- Myślisz, że to boli? - prychnął - Poczekaj kotku, to jeszcze nic.
Nie czekając ani chwili wyszarpałam się, tracąc przy tym sporą garść włosów i, najszybciej jak tylko potrafiłam, zbiegłam schodami na dół. Myśląc, że od niego ucieknę, byłam najprościej mówiąc głupia.
- Córeczko, nie uciekniesz przede mną. - usłyszałam jego głos za plecami, więc szybko się odwróciłam, żeby widzieć każdy jego ruch. - Boisz się mnie, Myszko? - na jego twarzy pojawił się wymuszony, obrzydliwy uśmiech.
- Chciałbyś. - mruknęłam, zaciskając szczękę.
- I tu właśnie popełniasz błąd, Kochanie. - mruknął, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby, gdy w pewnym momencie zamachnął się, aby uderzyć mnie w twarz, ale ja, nie widząc co tak naprawdę robię, złapałam jego dłoń powstrzymując uderzenie.
- Jestem Twoją córką, jak możesz mnie tak traktować? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Normalnie. - syknął wyrywając swoją dłoń i tym razem nie uniknęłam już uderzenia.
Automatycznie zgięłam się w pół i przycisnęłam dłoń do bolącego policzka. Z moich oczu zaczęły wypływać strumieniami łzy, nie mogłam tak dalej żyć. Podniosłam się i zaczęłam biec w stronę drzwi wyjściowych.
- Tak, uciekaj. I tak Cię znajdę. - mój ojciec machnął ręką, idąc do salonu.
Wybiegłam na podwórko, zanosząc się płaczem.
- Chodź Kochanie, wszystko widziałam. - usłyszałam spokojny głos i poczułam, jak ktoś kładzie mi dłoń na ramię.
Podniosłam głowę i dostrzegłam Panią Tish, mamę Dess.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do ich domu. Gdy tylko kobieta zamknęła za nami drzwi, rzuciłam się jej na szyję, głośno płacząc.
- Shh.. - mruknęła mi do ucha, gładząc ręką moje włosy. - U nas jesteś bezpieczna.
- Mamoooo! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki, zbiegającej po schodach. - Boże, Maddie, co się stało? - dziewczyna momentalnie do mnie podbiegła.
- Tata ją uderzył. - szepnęła cicho jej mama.
Destiny bez słowa odciągnęła mnie od swojej rodzicielki i przycisnęła do siebie.
- Chodź, idziemy na górę. - szepnęła mi do ucha.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju. Usiadłam na jej łóżku, a dziewczyna kazała mi chwilę zaczekać. Wyjęłam więc telefon z kieszeni i napisałam wiadomość.
Do: Justin.
Jestem u Destiny. Dom obok. Przyjdź tutaj.
Musiałam mu to napisać. Bałam się, że jak pójdzie do mojego domu, to tata mu coś zrobi.
Dess długo nie przychodziła, więc sięgnęłam ręką do szafki stojącej obok jej łóżka. Wiedziałam, że trzyma tam tabletki nasenne. Wysypałam kilka na dłoń z pudełeczka i się położyłam. Chyba wzięłam zbyt dużą dawkę, bo od razu zasnęłam..

OCZAMI JUSTINA

Byłem już blisko domu Madison, gdy dostałem od niej sms'a. Napisała mi, że jest u Destiny. Schowałem telefon do kieszeni i ruszyłem do budynku obok. Zapukałem do drzwi, które po chwili otworzyła mi em.. Destiny?
- Hej. - uśmiechnąłem się.
- Hej. - odpowiedziała nadal będąc na stresie.
Boże, dlaczego wszystkie fanki tak się zachowują?
- Jest u Ciebie Maddie? - oblizałem usta.
- Mhm. - mruknęła ledwo słyszalnie i odsunęła się, pozwalając mi wejść do środka. - Na górze. Drugie drzwi od lewej. - powiedziała, idąc za mną.
Wszedłem do środka i zobaczyłem ją śpiącą na łóżku. Spojrzałem na Dess, marszcząc brwi, po czym podszedłem bliżej.
- Kurwa. - warknąłem pod nosem, widząc rozsypane tabletki nasenne obok niej. - Dlaczego to zrobiła? - zacisnąłem szczękę, odwracając się do dziewczyny.
- Jej tata ją bije. - szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza. - Maddie, wstawaj. - mruknęła błagalnie, siadając obok niej.
Z oczu brunetki zaczęły spływać strumieniami łzy, widziałem, jak bardzo się o nią martwi. Usiadłem obok nich i złapałem rękę 'śpiącej królewny'.
- Kochanie.. - mruknąłem.
- Co my mamy teraz robić? - spojrzała na mnie ze łzami w oczach, gdy Madd przekręciła się na drugi bok. Miałem głęboką nadzieję, że mało tego wzięła i zaraz się obudzi.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo usłyszeliśmy, że Madison dostała wiadomość. Bez zastanowienia chwyciłem jej telefon w dłoń i zobaczyłem, że był to sms od jej ocja.
Nie rób z siebie suki i wracaj do domu.
Wszystko się we mnie zagotowało. Nie panując na sobą nacisnąłem na jego numer i przyłożyłem telefon do ucha. Nie musiałem długo czekać, aż ten frajer odbierze.
- O, moja dziweczka zmądrzała. - zaśmiał się.
- Co Ty, kurwa, powiedziałeś?

_______________________________________________

BUM.
Hej. Słuchajcie. Ten rozdział jest krótki, wiem. Ale nie mogłam go zrobić dłuższego, bo cała akcja rozwinie się w całości w następnym i nie chciałam zdradzać już teraz.
Płakałam jak to pisałam, serio. Nawet nie wiem dlaczego.
Mam ciężki okres w życiu, eh.
Em.. Mam jeszcze do Was pytanie. Wielkimi krokami zbliżają się wakacje. Chcecie, abym wstawiała rozdziały podczas wolnych dni? Czekam na Wasze odpowiedzi. :)
Kocham Was i czekam na komentarze, które cholernie dużo dla mnie znaczą.
large.jpg
Tagi: -
07.06.2014 o godz. 21:37
Przełknęłam ślinę. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Jak on mógł to zrobić?! Przejechałam nerwowo palcami po włosach, nie wiedząc co robić. Przede wszystkim musiałam odpisać Destiny.
Destiny.
No.. Zdjęcie.
Zagryzłam wargę. Cholera, teraz to będę miała problemy. Nim się obejrzałam, moja przyjaciółka szybko mi odpisała.
Destiny.
Ty i Justin. MÓJ JUSTIN. Razem?
Zamknęłam laptopa. I co ja mam jej powiedzieć? Tak Skarbie, jest moim byłym chłopakiem i właśnie kąpie się w mojej wannie? No błagam..
Usłyszałam, że woda przestała lecieć, więc zaczęłam wpatrywać się w drzwi, czekając aż Justin wyjdzie z łazienki. Usłyszałam ciche pomrukiwanie piosenki Confident pod nosem. Ah tak, dobry humor Justina bardzo szybko da się zauważyć. Oblizałam usta, wiedziałam, że zaraz nie wytrzymam i dużo mu powiem. Otworzyły się drzwi, a do pokoju wszedł Justin z wielkim uśmiechem na twarzy.
- C---
- Co Ty sobie wyobrażasz? - przerwałam mu, a z jego twarzy znikł uśmiech. - Czy Cię naprawdę do końca pojebało, żeby wstawiać zdjęcie ze mną na insta?! - podniosłam głos i zwlekłam się z łóżka.
- Chciałem Ci w ten sposób pokazać, że---
- Jakoś Ci nie wyszło. - syknęłam. - Mówiłam Ci, że Destiny jest Belieberką. Nie wiedziała o tym, że Cię znam. Wiesz ile mi teraz narobiłeś problemów?! - wyrzuciłam ręce w powietrze. - Nawet nie wi---
- Shh, Skarbie. - podszedł do mnie i przycisnął do siebie, po czym zaczął gładzić ręką moje włosy. - Dasz radę. Przyprowadź ją tu, wyjaśnimy jej to razem. - cmoknął mnie w czubek głowy.
Wypuściłam powietrze i położyłam głowę na jego torsie.
- Wkurzy się na mnie. - mruknęłam smutno.
- Przestań, na Ciebie nie da się długo gniewać. - zaśmiał się lekko.
Wywróciłam oczami i odsunęłam się od niego, po czym podeszłam do szafki nocnej i wzięłam z niej swój telefon. Z szybko bijącym sercem napisałam wiadomość.
Do: Destiny. <3
Przyjdź do mnie, ktoś chce Cię poznać..
- Dobra, ubierz się jakoś. - mruknęłam, patrząc na Justina paradującego w samym białym ręczniku owiniętym w okół jego bioder.
- Tak nie jest ładnie? - zaczął seksownie ruszać tyłkiem.
- Nie. - rzuciłam w niego poduszką i poszłam się przebrać.
Wybrałam TO i po chwili wróciłam do pokoju, w którym zobaczyłam już przygotowanego Biebera. Mimowolny uśmiech wkradł się na moją twarz.
- Ślicznie wyglądasz. - posłał mi uwodzicielski uśmiech.
- Dziękuję, Ty również. - odwzajemniłam gest, gdy w całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. - Zaczekaj tu. - mruknęłam do Justina i, na nogach jak z waty, zeszłam na dół.
Lekko nacisnęłam klamkę i zobaczyłam przed sobą słodko ubraną Dess.
- Hej. - cmoknęłam ją w policzek.
- Hej. - mruknęła, bez większego entuzjazmu. - Kogo miałaś na myśli? - skrzyżowała ręce na piersiach.
- Oh.. - jęknęłam. - Błagam, tylko nie zachowuj się jak wszystkie. - mruknęłam i złapałam ją za rękę i zaczęłam powoli prowadzić ją na górę.
Dziewczyna zadawała mi masę pytań. Nie umiałam na nie odpowiedzieć. W końcu zatrzymałyśmy się przed drzwiami, a ja głęboko wciągnęłam powietrze i otworzyłam je.
- Dess.. To jest Justin. - szepnęłam, wskazując na szatyna ręką.
Spojrzałam na dziewczynę. Stała w progu, miała otwartą buzię, a z jej oczu zaczęły spływać strumieniami łzy. Nie kontrolując nad sobą podbiegła do Justina i rzuciła się mu na szyję.
- Hej, mała. Nie płacz. - Justin zaśmiał się lekko, obejmując jej ciało ramionami.
Destiny nie mogła nad sobą zapanować. Cały czas płakała. Stałam pod ścianą i zastanawiałam się, jak ja bym się zachowała, gdybym spotkała Demi. Jestem pewna, że byłoby to samo.
- Nie wierzę, że to naprawdę Ty. - mruknęła, powoli odsuwając się od chłopaka.
- Believe. - mruknął, z uśmiechem, a moja przyjaciółka załkała.
- Dobra, chyba musimy Ci coś wyjaśnić, tak? - uśmiechnął się do Destiny i podszedł do mnie, po czym złapał moją rękę.
- Jesteście parą? - te dwa słowa z trudem przeszły dziewczynie przez gardło.
- Byliśmy. - odpowiedziałam automatycznie. - Przed sławą Justina.
- Gdy dostałem kontrakt od Scootera, wyjechałem. - mruknął. - Od wtedy można powiedzieć, że nie byliśmy razem. - szepnął, mocniej ściskając jej rękę. - Ale wczoraj przyjechałem do niej, chcąc wszystko naprawić. - mruknął, lekko się uśmiechając...
Przez kilka godzin rozmawialiśmy ze sobą. Opowiadaliśmy Destiny o tym jak się poznaliśmy, dziewczyna nadal co chwilę płakała, nie mogąc uwierzyć, że w końcu poznała swojego idola. Poprosiliśmy ją, aby nikomu nie mówiła, że Justin jest u mnie. Z trudem, lecz się zgodziła pomóc nam dochować tajemnicy. Koło 16 szatyn musiał na chwilę iść do swojego busa, a Destiny musiała lecieć do domu. Umówiliśmy się, że za pół godziny ponownie się u mnie spotkamy. Moi 'goście' wyszli, a ja zostałam sama w domu. Padłam na łóżko i najgłośniej jak tylko mogłam włączyłam tą piosenkę . Leżałam i wpatrywałam się w sufit, przyswajając sobie to, co przed chwilą się zdarzyło. W pewnym momencie usłyszałam, że drzwi otworzyły się z wielkim hukiem. Zdziwiłam się, ponieważ przed chwilą zamknęłam je na klucz. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do okna, gdy usłyszałam za swoimi plecami ten mrożący krew w żyłach głos.
- Wiedziałem, że to zrobisz, dziwko. Wystarczyło ściemnić, że wyjeżdżamy...


___________________________________________

Pomimo tego : http://ask.fm/ineedyoourloovee/answer/113407161539 postanowiłam napisać rozdział. Wstawiam go z dedykacją najwierniejszym czytelnikom, którzy pomimo wszystko są ze mną. Kocham Was. x
large.jpg
Tagi: -
22.05.2014 o godz. 17:47
Ciało dziewczyny się napięło. Odsunęła się powoli i spojrzała mi w oczy.
- Nie możesz mnie kochać.. - szepnęła, kręcąc głową.
- Kocham. Nad życie. - mruknąłem, a moje oczy wypełniły się łzami. - Od 3 lat codziennie o Tobie myślę. Moje serce każdego dnia pękało na nowo z powodu tej odległości i z tego, że nie znałaś prawdy.
- Musiało to trwać trzy lata? Nie mogłeś do cholery jasnej zadzwonić?! - krzyknęła, wyrzucając ręce w powietrze.
- I co miałem Ci powiedzieć? - zadrwiłem. - Hej Maddie. Jestem teraz sławnym Justinem Bieberem i mieszkam w LA?
Dziewczyna odwróciła głowę i spojrzała na ścianę. Wisiało tam nasze zdjęcie .
- Widzisz, nadal Cię kocham.. - mruknąłem, podchodząc do niej. - Moje serce bije tylko dla Ciebie. - położyłem dłoń na jej policzku, głęboko patrząc jej w oczy.
- Nie potrafię znowu do Ciebie wrócić. - szepnęła, zanosząc się łzami. - Nie po tym wszystkim. - załkała.
Złapałem ją za rękę, podniosłem i spojrzałem na jej nadgarstek. Żołądek mi się ścisnął. Miała po prostu kod kreskowy. I to wszystko przeze mnie! Przybliżyłem jej rękę do swoich ust i delikatnie musnąłem zranione miejsce.
- Przysięgam Ci, że więcej Cię nie zranię. - szepnąłem.
Dziewczyna nie odpowiedziała mi nic, tylko patrzyła na mnie załzawionymi oczami. Tak cholernie chciałem, żeby mi wybaczyła.
- Justin ja.. - zaczęła, gdy zadzwonił jej telefon. - Przepraszam. - mruknęła i wyjęła iPhone'a z kieszeni. - Tak? ... Zaraz wrócę. ... Musiałam się przewietrzyć. - zaśmiała się lekko. - Okay, już wracam.
Teraz albo nigdy. Uklęknąłem na jedno kolano i, lekko trzęsącym się głosem, zapytałem:
- Madison, zostaniesz moją dziewczyną?
- Justin nie wygłupiaj się. - warknęła. - Wstawaj. - podała mi rękę, którą złapałem i już po chwili stanąłem przed nią. - Muszę iść do domu i---
- I dlatego teraz Cię pytam.. - mruknąłem, smutnym głosem.
- I Ty idziesz ze mną. - szepnęła bez większego entuzjazmu.
Uśmiechnąłem się na jej słowa.
- Ale to nie znaczy, że jesteśmy razem. - powiedziała cicho. - Załóż kaptur, nie chcę napadu fanek. Tym bardziej, że Destiny jest Belieberką.
- Kto to? - zmarszczyłem brwi.
- Moja przyjaciółka. - odpowiedziała, zdejmując moją bluzę.
- Załóż. Zmarzniesz. - mruknąłem.
- Weź swoje rzeczy. Nocujesz dzisiaj u mnie. - rzuciła, wychodząc z autobusu.
- Przecież u Ciebie jest dzisiaj impreza. - stanąłem obok niej i spojrzałem na nią nic nie rozumiejąc.
- Idziemy. - powiedziała poważnie.
Nic już nie mówiąc, szedłem spokojnie obok niej.


OCZAMI MADISON

- Madison! - krzyknęła Dess, gdy weszłam z Justinem do domu.
- Zaczekaj tu. - mruknęłam szatynowi w ucho i pobiegłam do przyjaciółki.
- Jak tam? - uśmiechnęłam się, nie mogąc się jeszcze opanować po tych wszystkich emocjach.
- Płakałaś? - dziewczyna złapała mnie za rękę, patrząc na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Nie, dlaczego? - skłamałam.
- Nie kłam. - warknęła. - Jesteś cała rozmazana.
CHOLERA.
- Źle się poczułam, brzuch mnie boli. Nie wytrzymałam no.. - skrzywiłam się. - Pójdę się położyć. - uśmiechnęłam się lekko. - Pilnuj tej całej imprezy, żeby nic się nie wysunęło spod kontroli. - puściłam do niej oczko, próbując przekrzyczeć piosenkę . - Zamknę się w pokoju, żeby mi nie wparował nieproszony gość. - zaśmiałam się lekko. - Miej telefon przy sobie. - wskazałam na nią palcem, po czym przytuliłam do siebie.
Dess poszła do znajomych, a ja udałam się do Justina. Lekko skinęłam głową, pokazując mu, żeby bez żadnych podejrzeń poszedł za mną. Weszliśmy powoli po schodach i już po chwili zamknęłam za nami drzwi od mojego pokoju. Wypuściłam głośno powietrze, okazując ulgę. Przekręciłam kluczyk w zamku i poszłam do łazienki poprawić makijaż. Justin stanął w drzwiach i przyglądał mi się.
- Potrafisz mi wybaczyć? - mruknął, opierając się o ścianę.
Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i po chwili powiedziałam:
- Chodź, pokażę Ci coś.
Ruszyłam w stronę garderoby. Zdjęłam z szafki wielkie pudło, o którym wspomniałam wcześniej.
- To te pu---
- ...dło Ci dałem na urodziny. - dokończył za mnie, patrząc na karton w moich rękach.
- Tak. - mruknęłam i po chwili je otworzyłam. - Widzisz, tu są moje wspomnienia. - uśmiechnęłam się lekko. - Chciałabym, żeby było ich więcej.. - szepnęłam.
- Czy to znaczy, że..
- Nie wiem. - powiedziałam stanowczo. - Justin, moje uczucia do Ciebie się nie zmieniły. Ale nie wiem czy dam radę przechodzić przez to jeszcze raz.
- Rozumiem.. - mruknął. - Ale przemyśl to, dobrze? - złapał mnie za rękę.
Lekko skinęłam głową i z uśmiechem spojrzałam mu w oczy.
- Oglądniemy jakiś film? - zapytałam, chcąc zmienić temat.
- Pewnie. - zaśmiał się i wstał.
Wróciliśmy do pokoju i wybraliśmy 'Trzy metry nad niebem'. Chłopak położył się na łóżku, a ja niepewnie położyłam głowę na jego ramieniu. Tyle czasu na to czekałam. Nie wierzę, że to prawda. Przecież.. Powinnam mu wybaczyć? A może źle robię? Nie wiem czy do niego wrócę.. W ciągu tych całych rozmyśleń nawet nie wiem kiedy zasnęłam...


NEXT DAY

Leżałam na brzuchu i przeglądałam fb, słuchając tej piosenki. Justin poszedł się kąpać, a moja przyjaciółka napisała mi w nocy, że spotkamy się jutro, ponieważ poszła do domu. Jadłam marchewkę, gdy wyskoczyło mi powiadomienie, że Destiny wysłała mi wiadomość. Weszłam tam i dostrzegłam, że dostałam od niej jakiś link.
Destiny.
Możesz mi to wyjaśnić?!
Kliknęłam i ... Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To co zobaczyłam, nie wiem czy mnie przeraziło, czy zaskoczyło, ale.. To było to: <zdjęcie niżej> z podpisem:
I love u.

_________________________________________

Hej Mychy. <3
Totalnie jestem niezadowolona z tego rozdziału.
Ale spokojnie. Zdradzę Wam tyle, że to nie będzie takie kolorowe. Akcja wywróci się zaraz do góry nogami.
Liczę na Wasze komentarze.
A, i pamiętajcie, że mogą być one również anonimowe. :)
Do następnego. x

bvaa.jpg
Tagi: -
02.05.2014 o godz. 12:08
Nie potrafiłam się odwrócić. Nie wierzyłam, że to może być on. Powoli podniosłam lewą dłoń i lekko walnęłam się w policzek, chcąc sprawdzić, czy to nie sen. W pewnym momencie z mojej głowy wypłynęły wszystkie myśli, a ciało mimowolnie odwróciło się w stronę chłopaka. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę... To naprawdę ON. To naprawdę przede mną stał Justin.
- Impreza? - uśmiechnął się lekko, wskazując palcem na dom.
Boże, jego uśmiech. Zabij...
Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Wewnętrznie chciałam podbiec do niego, rzucić się mu na szyję i płacząc powiedzieć jak bardzo mi go brakowało. Ale nie umiałam. Przełknęłam ślinę i ledwo słyszalny, drżącym głosem zapytałam:
- Co Ty tu robisz?
Było mi strasznie zimno. Dosłownie zamarzałam, ale trudno mi się dziwić, skoro byłam ubrana jak na lato, a za kilkanaście dni zbliżał się grudzień.
- Zgłupiałaś? Zamarzniesz mi tutaj. - mruknął, podchodząc do mnie i w międzyczasie zdejmując swoją kurtkę.
CHOLERA.
- Nie jest mi zimno. - skłamałam, jeszcze bardziej się trzęsąc.
- Nie kłam. - zaśmiał się, dając mi swoje okrycie.
Nie chciałam tego wziąć, więc chłopak delikatnie wykonując ruchy założył ją na mnie. Potem stanął przede mną i odgarniając mój kosmyk włosów z twarzy spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - warknęłam, robiąc krok do tyłu.
- Racja.. - mruknął. - Napisałaś do mnie na TT, więc od razu.. Chodź, chcę z Tobą porozmawiać, a istnieje prawdopodobieństwo, że zaraz ktoś wyjdzie z domu i odbierze mi tę szansę. - wyciągnął do mnie rękę, zakładając wcześniej kaptur na głowę.
Nie reagowałam, nadal stałam w swoim poprzednim miejscu, krzyżując ręce na piersiach.
- A skąd masz pewność, że ja chcę z Tobą rozmawiać? - zapytałam chłodnym tonem.
- Madison, proszę. Chcę Ci wszystko wyjaśnić. - szepnął, błagalnym tonem.
Prychnęłam.
- Jesteś sławny, każdy Cię rozpozna. Gdzie zamierzasz mnie zabrać, żeby 'spokojnie' porozmawiać? - zapytałam drwiąco.
- Zaufaj mi. - powiedział, ponownie wyciągając rękę.
- Nie jestem małym dzieckiem, potrafię iść sama. - warknęłam, mijając go.
Chłopak szybko podbiegł do mnie i zaczął iść razem ze mną. Szliśmy tak przez dłuższą chwilę, a ja kompletnie nie wiedziałam, gdzie on mnie prowadzi. Dlaczego w ogóle zgodziłam się za nim iść?! Pewnie dlatego, że nadal go kocham.. NIE MOGĘ GO KOCHAĆ.
- Nadal Ci zimno.. - mruknął, przerywając cholernie niezręczną ciszę.
Nie odpowiedziałam nic, tylko nadal szłam przed siebie. Co on sobie wyobrażał? Że przyjedzie tu i ja rzucę mu się na szyję, wszystko mu wybaczając? Gratuluję. W pewnym momencie usłyszałam szept chłopaka:
- To tutaj.
Zatrzymałam się gwałtownie i spojrzałam na niego.
- Tu? Tu nic nie ma. - zmarszczyłam brwi.
- Tak Ci się tylko wydaje.. - zaśmiał się cicho i dopiero wtedy zobaczyłam wielki, czarny autobus stojący kilka metrów przede mną.
- Ktoś tam jest? - zapytałam, zatrzymując się przed wejściem.
- Specjalnie z myślą o Tobie, nie. - puścił do mnie oczko, a ja, prychając, weszłam do środka.
- Rozgość się. - mruknął, kładąc swojego iPhone'a na szklanym stoliku.
Te wnętrze było.. Mega. Nie mogłam uwierzyć, że w takim tor-busie może być tyle miejsca! Wszystko było tak bogato dopieszczone. Najmniejszy detal był idealnie dopracowany. Już bałam się pomyśleć jak wygląda teraz jego nowy dom...
- Usiądziesz? - jego delikatny, a zarazem męski głos wyrwał mnie z głębokich rozmyśleń.
Spojrzałam na niego przelotnie i zajęłam miejsce na najbliższej, fioletowej kanapie. No tak, fioletowej.. Pomyślałam, że byłby to raj dla Destiny. Ale przecież nie mogę do niej pójść i powiedzieć 'Dess, chodź ze mną na chwilę. Zaprowadzę Cię do tor-busu Justina Biebera, mojego byłego chłopaka'. Przecież to banalnie brzmi! Ona albo mi nie uwierzy, albo, co jest bardziej prawdopodobne, zemdleje na miejscu. Po co ja tu jestem...


OCZAMI JUSTINA

Kolejny dzień mijał. Minęły 3 lata, a ja nadal myślę o Madison. Była moją dziewczyną, jeszcze przed powstaniem mojej kariery. Gdy dostałem propozycję kontraktu od Scootera, nasze drogi się rozeszły. Nie, nie przeszkadzało jej to. Ona się o tym nie dowiedziała. Miałem wyjechać z dnia na dzień, a ona była wtedy w Egipcie. Miałem wrócić do niej za dwa tygodnie i podzielić się tą świetną wiadomością. Niestety wystąpiły małe komplikacje i z dwóch tygodni zrobiły się dwa miesiące. Z bukietem krwistoczerwonych róż szedłem chodnikiem do jej domu. Zobaczyłem, że ,w oddali, Madd rzuca się jakiemuś chłopakowi na szyję. Moje serce zostało złamane. Dałem kwiaty przypadkowej kobiecie, która mnie mijała i zrozpaczony pobiegłem do domu, po czym tam zamknąłem się w pokoju i nikomu nie powiedziałem co się stało. Od tego czasu codziennie o niej myślę. Chciałem jeszcze raz się z nią spotkać i wyjaśnić jej co działo się w przeciągu tych dwóch miesięcy, aż w końcu, tego piątku, do niej pojechałem...
Siedziałem na TT i dawałem follow fanom. W pewnym momencie dostrzegłem, że ktoś coś do mnie napisał. Nie mogłem w to uwierzyć, to była Madison.. Napisała do mnie, abym ją ratował. Nie zastanawiając się ani chwili wybiegłem ze studia nagraniowego i poszedłem do Scootera.
- Jadę do Stanford. - powiedziałem, wrzucając najpotrzebniejsze rzeczy do torby.
- Żartujesz sobie, tak? - jego głos był drwiący.
Nie odpowiedziałem mu nic, tylko pobiegłem do łazienki po perfumę i szczoteczkę do zębów.
- Po co tam jedziesz? Na ile? - jego głos był trochę przepełniony niepokojem.
- Na tyle ile będzie trzeba. Jadę do Madison. - powiedziałem, przerzucając torbę przez ramię i założyłem okulary przeciwsłoneczne.
- Stary, posrało Cię? - zaśmiał się, mając nadzieję, że się do niego dołączę.
- Biorę Rick'a. Będzie prowadził tor-busem. Zdzwonimy się. - rzuciłem obojętnie, wychodząc z hotelowego pokoju.


- O czym chcesz ze mną rozmawiać? - zapytała chłodno Maddie.
- Napisałaś do mnie na TT, żebym Cię ratował. Co się dzieje? - spojrzałem na nią z niepokojem w oczach.
Dziewczyna oblizała nerwowo usta. Podejrzewam, że wydawało się jej, że tego nie zobaczę.
- Chwilowa słabość. Nieważne. - burknęła. - To wszystko? - skrzyżowała ręce na piersiach, pokazując mi, że nie mamy już o czym rozmawiać.
- Nie, do cholery jasnej nie! - wyrzuciłem ręce w powietrze, wstając.
Madison zdziwiła się lekko, widząc takie moje zachowanie. Szczerze mówiąc, miałem już dosyć tej jej cholernej obojętności. Od trzech lat moje serce na nowo pęka, przyjeżdżam do niej, a ona nic. Zero skruchy.
- Więc słucham. Co masz mi do powiedzenia, panie Bieber? - podniosła lewy kącik ust, patrząc na mnie wzrokiem, który przywrócił do mnie wszystkie wspomnienia.
Oblizałem usta i zacząłem, patrząc w ziemię:
- Gdy dostałem propozycję kontraktu, Ty byłaś w Egipcie. Miałem przyjechać po dwóch tygodniach i podzielić się z Tobą wiadomością, że dostałem życiową szansę. Ale nie mogłem i przyjechałem po dwóch miesiącach. Szedłem do Ciebie z bukietem, gdy z dala zobaczyłem, że rzucasz się jakiemuś chłopakowi na szyję i----
- Żartujesz sobie? - usłyszałem jej mruknięcie i szybko podniosłem głowę. - Wyjechałeś i zostawiłeś mnie bez słowa. Nie wychodziłam nigdzie do tego roku, to moja pierwsza impreza. Cięłam się, płakałam! Miałam taką cholerną nadzieję, że zaraz zapukasz do moich drzwi i powiesz, że to wszystko to był kurewsko zły sen. Ale nie, Ciebie NIE BYŁO! - krzyknęła, lekko łamiącym się głosem. - Zabawiałeś się w Los Angeles, a ja siedziałam w domu i płakałam! Masz jeszcze czelność mi mówić, że rzucałam się jakiemuś chłopakowi na szyję?! - po jej policzku spłynęła słona, malutka łza. - Jako możesz mnie o coś takiego o---
Nie wytrzymałem i szybko do niej podszedłem. Złapałem jej twarz w dłonie i gwałtownie wpiłem się w jej usta. Pragnąłem ją uciszyć, jej słowa rozrywały mi serce. Najpierw dziewczyna stała, zaskoczona tym wszystkim, wciągając powietrze. Po chwili jednak wypuściła powietrze i oddała się pocałunkowi. Nie panując nad tym, co robię, delikatnie przejechałem językiem po jej dolnej wardze, prosząc o dostęp. Madison położyła ręce na mojej klatce piersiowej i mocno mnie odepchnęła.
- Gdybyś to nie był Ty - wskazała na mnie palcem - powiedziałabym, że jeszcze nikt mnie w tak przyjemny sposób nie uciszył. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Myślałeś, że tu wrócisz i rzucę Ci się na szyję? Po tym jak wyjechałeś i przestałeś mnie... - nie skończyła, bo z jej oczu zaczęły spływać łzy.
Ponownie do niej podszedłem i mocno do siebie przycisnąłem. Dziewczyna odruchowo się we mnie wtuliła, mocno płacząc. Zacząłem głaskać jej włosy, po czym pocałowałem ją w czubek głowy i szepnąłem:
- Ale ja Cię nadal kocham...


_______________________________________

Witajcie moi kochani! ♥
A więc tak, wenę na ten rozdział miałam 3 dni temu w kościele, ale dopiero teraz usiadłam i napisałam. xd
Wiecie co, zdarzyły mi się dzisiaj dwie rzeczy. Jedna mega smutna a druga to nawet fajna.
5 lat temu mój piesek uciekł. Taką znałam wersję. Byłam akurat w szkole, a gdy wróciłam, to go nie było. Zaczęłam płakać, a rodzice zapewniali mnie, że wróci. Przecież to nie pierwszy raz, że uciekł. A dzisiaj, po tylu latach się dowiedziałam, że ona nie żyje. Zdechła. Była w ciąży. Już drugi raz. Cały dzień płaczę. Tak cholernie za nią tęsknię.
A druga.. Chłopak, który mi się podoba, nieświadomie mi się przyznał, że ja mu też się podobam. :3
Okay, kocham Was i nie mogę się doczekać, aż napiszę 6, 7 i 8 rozdział. :D
Pa, kocham Was. <3
hugseljus.jpg
Tagi: -
22.04.2014 o godz. 00:06
Wstrzymałam powietrze i zamknęłam oczy. Cholera, wiedziałam, że tak będzie! Nie miałam odwagi podnieść powiek, bałam się, że Destiny już tutaj nie będzie. Stałam tak, chcąc cofnąć się w czasie, gdy poczułam ciepłe ręce na swoich ramionach, które mnie do siebie przyciągnęły. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Dess lekko drżącym ciałem przytula mnie do siebie. Bez wahania mocno się w nią wtuliłam, hamując łzy.
- Kto? - szepnęła mi we włosy.
Przełknęłam ślinę i z trudem odsunęłam się od dziewczyny. Wzięłam do ręki bluzę, w której tu przyszłam i nałożyłam ją na siebie. Usiadłam na podłodze, a po chwili Dess do mnie dołączyła. Nie wierzyłam, że ktoś w końcu się o tym dowie.. To było dla mnie nie realne, że w końcu zebrałam się na odwagę..
- Od dziecka.. - szepnęłam. - Moi rodzice...
- Co?! - wytrzeszczyła oczy.
Zamknęłam powieki i przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że to będzie trudne, ale nie podejrzewałam, że aż tak..
- Nie przerywaj, wysłuchaj.. - mruknęłam błagalnym tonem.
- Przepraszam. - szepnęła, a ja kontynuowałam swoją wypowiedź.
- Nie chcą mnie, wiesz? - spojrzałam jej w oczy. - Ojciec mnie bije, szarpie i wyzywa. Matka.. Jestem dla niej powietrzem. - powiedziałam spokojnie, trzymając wewnątrz łzy. - Byłam wpadką. - wypuściłam powietrze. - Oni mają po 35 lat. Ta, urodziła mnie, gdy miała 16. - powiedziałam, wyprzedzając pytanie dziewczyny. - Nie raz widziałam ich w stosunku.. - po moim policzku spłynęła łza. - Dlatego tańczę. W ten sposób odbiegam od rzeczywistości. Tańczę, żeby zapomnieć. - szepnęłam. - Na co dzień udaję uśmiechniętą dziewczynkę, która cieszy się życiem. Potrafię zastanawiać się nad samobójstwem, a za godzinę już się śmiać... - uśmiechnęłam się lekko, zakładając kosmyk włosów za ucho, tym samym odkrywając moją ranę.
- To też On Ci to zrobił? - szepnęła ze łzami w oczach, wskazując na moją skroń.
Spuściłam głowę i nic nie odpowiedziałam, nie potrafiłam..
- Musisz to komuś zgłosić! - krzyknęła, wstając.
- Nie, Dess! Nie mogę! Chcesz, żeby mnie zabił?! - wytrzeszczyłam oczy, zaczynając się denerwować.
Destiny, najwyraźniej nie wiedząc co robić, przejechała palcami po włosach i nerwowo oblizała usta. Moje oczy wypełniły się łzami, po cholerę ja jej ufałam?! Po co komuś mówiłam?!
- Proszę.. - szepnęłam, a z moich oczu zaczęły spływać po policzkach łzy.
Dziewczyna niepewnie się do mnie przysunęła i po chwili mocno mnie do siebie przytuliła. Wtuliłam się w nią najmocniej jak tylko potrafiłam. Wtedy dotarło do mnie, że to dobrze, że jej zaufałam, że ona nikomu tego nie powie.
- Jeżeli zrobi to jeszcze raz.. - zaczęła, a jej głos zaczął się łamać. - Masz do mnie dzwonić, pisać, krzyczeć, przyjść. Muszę być wtedy przy Tobie. - szepnęła mi we włosy.
- Okay. - przycisnęłam ja mocniej do siebie. - Ale błagam, nikomu nie mów..
- No jasne, ale najpierw Ci coś powiem.. - szepnęła, odsuwając się ode mnie.
- Co jest? - zmarszczyłam brwi.
- Zaufałaś mi.. - mruknęła - Teraz mam już stuprocentową pewność, że ja również mogę Ci ufać. - odsunęła się ode mnie i usiadła przede mną. - Powodem mojej przeprowadzki i zmiany szkoły był.. tata. - przełknęła ślinę. - Mój ojciec jest alkoholikiem. Gdy procenty pływały w jego krwi, bił moja mamę. Nie mogłam na to patrzeć, więc poprosiłam rodzicielkę, abyśmy się przeprowadziły. Zastanawiamy się jeszcze nad zmianą nazwiska, żeby nigdy nas nie odnalazł... - mruknęła, a po jej policzku spłynęła łza.
Spojrzałam na nią ze współczuciem w oczach. Boże, nie miałam pojęcia..
Nagle obie, jakby na trzy-cztery, powiedziałyśmy:
- Nikomu o tym nie powiesz, prawda?
Desy zaśmiała się i podniosła rękę, wystawiając najmniejszy paluszek.
- Obiecuję. - powiedziała z uśmiechem.
- Obiecuję. - powtórzyłam, przykładając swój palec do jej.
Obie zgięłyśmy palce, co było 'przysięgą' początku prawdziwej przyjaźni.
- To jak, tańczysz coś? - uśmiechnęła się.
- Muszę? - zaśmiałam się.
- Ej, obiecałaś! - krzyknęła i skrzyżowała ręce na piersiach, robiąc zbulwersowaną minę.
- Okay, okay. - podniosłam ręce w geście obronnym.
Wstałam i podeszłam do mojego kochanego urządzenia. Włączyłam piosenkę i poszłam na środek sali, zdejmując wcześniej bluzę. Przez trzy minuty byłam tylko ja i moje odbicie w lustrze. Dałam z siebie wszystko, a na koniec, z bijącym sercem ze zmęczenia, podniosłam głowę i spojrzałam na przyjaciółkę.
- To było.. niesamowite. - szepnęła, będąc pod wrażeniem. - sama ułożyłaś ten układ? - spojrzała na mnie, wytrzeszczając oczy.
- No tak. - zaśmiałam się.
- Stara, od dzisiaj przychodzę tu z Tobą za każdym razem. - podeszła do mnie i położyła rękę na moim ramieniu. Przyjrzałyśmy się obie w lustrze, które było na przeciw nas i zaczęłyśmy robić głupie miny. Nie minęła chwila, a obie wybuchnęłyśmy niekontrolowanym śmiechem.

~*~


- Dziewczyny, na pewno nie jesteście głodne? - krzyknęła z dołu mama Dess.
- Tak, na pewno! - dziewczyna zaśmiała się. Ta pani zadała nam już dzisiaj po raz czwarty te pytanie.
Siedziałyśmy w pokoju Destiny i rozmawiałyśmy. Dziewczyna miała naprawdę trudne dzieciństwo. Cieszę się, że moja historia jej nie odepchnęła i będziemy się przyjaźnić.
- Mieszkasz tu od urodzenia? - zapytała, wpychając chrupki do buzi.
- Ta.. - mruknęłam, podnosząc szklankę z sokiem.
- A ja nie.. - szepnęła.
- Wiem. - zaśmiałam się.
- Ta, bezsensowne pytanie. - brunetka złączyła usta w jedną linię, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać. - Ej, poszłabym dzisiaj do klubu. Co Ty na to?
E.. Nigdy nie byłam w klubie, tak, że tak powiem, na serio. Tylko z Justinem, gdy... Eh, nieważne. Spojrzałam na swoje ubranie, a potem z powrotem na nią. Zaprzeczyłam głową, a Destiny wywróciła z rozbawieniem oczami. Złapała moją rękę i ciągnąc wyprowadziła z pokoju. Zbiegłyśmy ze schodów i stanęłyśmy przed drzwiami wejściowymi. Spojrzałam na nią podnosząc brwi, a ona, uśmiechając się od ucha do ucha, rzuciła mi jakieś kluczyki. Otworzyłam pięść, którą zacisnęłam, chcąc złapać to, co mi rzuciła i dostrzegłam, że to MOJE klucze od MOJEGO domu.
- Mamo! Zaraz wrócimy! - krzyknęła, wyciągając mnie na podwórko.
Zaczęła iść w stronę mojego domu, a ja wyrwałam rękę z jej uścisku i zatrzymując się, skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Kochanie, idziemy się przeprać. - zaśmiała się i z powrotem chwyciła moją dłoń.
Spojrzałam na nasz dom i zauważyłam, że samochodu rodziców nie ma. Uff, kamień spadł mi z serca. Odetchnęłam z ulgą i wprowadziłam Destiny do środka.
- Łoo.. Zazdro domu. - dziewczyna zaśmiała się.
- Jako samego budynku, to mogę się zgodzić. - uśmiechnęłam się, wchodząc do kuchni.
Zauważyłam, że na wysepce leży jakaś karteczka. Zdziwona, podeszłam tam i już z daleka poznałam, że to pismo mamy.

'Wyjechaliśmy z tatą na miesiąc do Australii. Przypływ pieniędzy na ten czas dostałaś podwójnie niż normalne kieszonkowe. Nie dzwoń.
Mama.
'


Wytrzeszczyłam oczy. PRZEZ MIESIĄC WOLNA! Żadnych kłótni, anie nie będzie mnie bił! Mimowolny uśmiech wkradł się na moją twarz, a gdy zauważyłam Desy stojącą obok mnie, krzyknęłam, rzucając się jej na szyję:
- WYJECHALI NA MIESIĄC!
Moja przyjaciółka zaczęła razem ze mną piszczeć z radości.
- Czekaj, taniec szczęścia! - krzyknęłam, wyciągając telefon z kieszeni. Włączyłam pierwszą, lepszą piosenkę i zaczęłyśmy się wydurniać. Było to 'Neon Lights' Demi Lovato, mojej kochanej wokalistki. Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale jestem Lovatic. Kocham moją idolkę i moim marzeniem jest ją kiedyś zobaczyć.
Gdy piosenka dobiegła końca, Destiny zapytała:
- Czekaj, ale tak właściwie to czemu wyjechali?
Wyjaśniłam jej to co wiedziałam, a dziewczyna, jakby czytając mi w myślach, oznajmiła, że to wspaniale. Zapowiadał się najlepszy miesiąc w moim życiu. Tak, zapowiadał się...
- Ej, to po co iść do klubu? Zróbmy imprezę u Ciebie! - krzyknęła Dess z wielkim uśmiechem na twarzy.
- W sumie.. Czemu nie. - uśmiechnęłam się.
- To git. - zaśmiała się. - Okay, bierzmy się do pracy, mamy mało czasu! - moja przyjaciółka była naprawdę na to wszystko napalona.

~*~


Zaczęło się. Wszystko była przygotowane, zapięte na ostatni guzik. Mam Destiny została poinformowana o naszej imprezie, pomińmy fakt, że najpierw była temu wszystkiemu przeciwna. Całe szczęście udało się nam ja przekonać. To naprawdę kochana kobieta. Stałam w holu i witałam się z goścmi. Byłam ubrana w to , czułam się, jakbym nie była sobą. Szpilki i to wszystko.. Miała jeszcze więcej makijażu niż zwykle, w przeciwieństwie do mojej idolki nie lubię mocnego make up'u. Gdy wszyscy, co mieli zaproszenia, już przyszli, Destiny poprosiła o chwilę ciszy.
- Hej wszystkim. - uśmiechnęła się. - Naprawdę Wam dziękujemy, że do nas przyszliście. Nie spodziewałyśmy się, że wszyscy przyjmiecie zaproszenia. - zaśmiała się, na co wsród 'publiczności' zagościł grupowy śmiech. - To dla nas wiele znaczy. - kontynuowała. - Mamy nadzieję, że będziecie się wspaniale bawić, no ale przede wszystkim za to wszystko musimy podziękować MADISOOOON! - krzyknęła i wskazała na mnie ręką.
Wszyscy zaczęli krzyczeć i klaskać. Zrobiło mi się.. miło. Wspaniałe uczucie, naprawdę..
W końcu przemowa mojej przyjaciółki dobiegła końca, a ja włączyłam pierwszą piosenkę . W okamgnieniu wszyscy zaczęli tańczyć. Była to piosenka Demi, więc mimowolnie zaczęłam nucić tekst pod nosem. Wlewałam sok do szklanki, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Dziwne, wszyscy już byli.. No ale trudno, zaczęłam iść w stronę drzwi, aby wpuścić spóźnioną, lub nieproszoną, osobę. W międzyczasie spojrzałam na Desy - tańczyła z najprzystojniejszym chłopakiem z naszej klasy. Zaśmiałam się pod nosem i w końcu stanęłam w holu i otworzyłam drzwi. Nikogo nie było, więc rozejrzałam się dookoła i z powrotem miałam wracać do domu, gdy nagle usłyszałam:
- Madison?
Nie, to nie mógł być on. Nie... Stałam tak, nie mogąc się odwrócić, gdy tajemniczy głos znowu się odezwał:
- Maddie, odwróć się. To ja, Justin.


______________________________________________

Tralalalala.
Hej. :D
Cóż.. Przepraszam Was, że tak dłuuuuuuugo nie było rozdziału, ale już jakiś czas go napisałam i nie podobał mi się, więc teraz przez dwie godziny pisałam praktycznie od początku. ._. xD
Dobra, obiecuję, że 5 rozdział pojawi się o wiele szybciej.
A, no i pewna osoba powiedziała mi, że łatwo się domyślić co będzie w następnym rozdziale.
Powiem Wam tyle..
To, co zdarzy się dalej, NA PEWNO Was zaskoczy. I to bardzo.
Okay, kocham Was.
Do następnego. :)
mm.jpg
Tagi: -
17.04.2014 o godz. 23:53
Lekcje bardzo szybko nam zleciały, ale to pewnie z powodu dzisiejszej nocki, której obie nie mogłyśmy się doczekać. Gdy wychodziłyśmy ze szkoły Destiny zapytała mnie jakie jest moje hobby.
- Taniec. - odpowiedziałam bez namysłu.
- Naprawdę? - zdziwiła się. - Jaki styl? Do jakiej szkoły tanecznej uczęszczasz? - zaczęła mnie wypytywać.
- E.. tak. - zaśmiałam się. - Hip hop. - uśmiechnęłam się. - Teraz to już sama się uczę.. - mruknęłam.
- Serio, gdzie? Masz taki wielki dom? - wytrzeszczyła oczy.
- Co, nie. - wywróciłam oczami z rozbawieniem. - Mogę Ci zaufać? - zapytałam po chwili zastanowienia, zatrzymując się i łapiąc ją za rękę.
- Oczywiście. - zapewniła mnie.
- No to chodź. Pokażę Ci coś, o czym nikt nie wie. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam Dess za rękę w stronie ulicy, na której znajdował się opuszczony budynek.
Przez całą drogę dziewczyna wypytywała mnie gdzie ją prowadzę. Śmiałam się z niej cały czas i nie zdradzałam jej zbyt wcześnie 'wielkiej tajemnicy'. A w środku tak naprawdę... Myślałam, że serce zaraz mi eksploduje. Wyznam jej jedno, a reszta to już tylko kwestia czasu.. Zaczynałam mieć wielkie wątpliwości czy jej powiedzieć, gdy nagle znalazłyśmy się przed wielkim, opuszczonym budynkiem.
- O tym budynku nikt nie wie? - Destiny wskazała na niego ręką, podnosząc jedną brew.
Ponownie wywróciłam oczami z rozbawieniem i ignorując jej wszystkie pytania wprowadziłam ją do środka. Zdziwiona stanęła w drzwiach, a ja poszłam na środek i wykonałam obrót w okół własnej osi, rozkładając ręce.
- Witaj w moim świecie. - wypuściłam powietrze.
- Łooo.. - Dess lekko rozszerzyła usta i, powoli wykonując kroki, podeszła do mnie. - Zatańczysz mi coś?! - wyszczerzyła się.
- Co? - zaśmiałam się.
- No dajesz, jakiś układ! Z rękami, nogami i w ogóle, no! Błagam! - zaczęła skakać i się wydurniać, to znaczy... tańczyć.
- Nie teraaaaz... - przeciągnęłam. - Przyjdziemy tu wieczorem, okay? - uśmiechnęłam się. - Najpierw pójdę do domu i przygotuję się na PIŻAMA PARTY! - krzyknęłam, śmiejąc się.
- Okay, ale obiecaj, że mi coś wtedy zatańczysz. - wskazała na mnie palcem.
- Obiecuję. - mruknęłam, przytulając się do mojej ślicznotki.


~*~


Miałam dzisiaj naprawdę dobry humor. Po raz pierwszy od dawna. W sumie... Nawet cień przyjaciela wystarczy, aby uczynić człowieka szczęśliwym. Pakowałam się w pokoju, słuchając bardzo głośno piosenki 'Can't hold us'. Kręciłam biodrami i wrzucałam do torby rzeczy potrzebne na noc, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się z wielkim hukiem. Szybko się odwróciłam i spojrzałam z przerażeniem na mojego tatę. Jego twarz była czerwona ze złości, a żyły na szyi pulsowały. Podszedł do gniazdka i wyrwał z niego kabel od głośników. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Zaczynałam się naprawdę bać... Nie odzywając się patrzyłam na niego, oczekując jego dalszych czynów. Podszedł i stanął na przeciw mnie.
- Co Ty sobie wyobrażasz, co?! - warknął.
- W związku z..? - skrzyżowałam ręce na piersiach.
Każdego dnia starałam się mu pokazać, że ANI TROCHĘ się go nie boję.
Ojciec zamachnął się i nim się obejrzałam, walnął mnie z otwartej dłoni w twarz. Schyliłam się i gorączkowo złapałam się za bolące miejsce na twarzy. Tata popchnął mnie z całej siły, co spowodowało, że uderzyłam się skronią w kąt szafki nocnej.
- Twoimi ocenami, suko. - syknął i wyszedł z mojego pokoju, trzaskając drzwiami.
Dotknęłam dłonią miejsce, w które przed chwilą się uderzyłam i poczułam mokry płyn pod palcami.
- Cholera. - warknęłam do siebie i podniosłam się z trudem z podłogi.
Doczłapałam się do swojej łazienki. Poprzednio zatrzasnęły się drzwi, ale najwyraźniej był już mechanik i wszystko naprawił.. Nieważne. Przyjrzałam się w lustrze. Ta, super. Krew, rozbite miejsce. Wzięłam z apteczki gazę i wodę utlenioną i powoli obmyłam małą ranę. Po chwili zrobiło mi się strasznie gorąco, bo zdałam sobie sprawę, że Destiny mogła wszystko widzieć przez okno. Biegiem wróciłam do pokoju, zaklejając wcześniej plastrem krwawiące miejsce. Chwyciłam telefon i spojrzałam w stronę jej domu. Ufff - nie było jej w oknie. Wybrałam jej numer i przyłożyłam telefon do ucha.
- Tak? - usłyszałam jej zmęczony głos.
- Co Ty taka zdyszana? - zaśmiałam się nerwowo.
- Pomagałam mamie przenosić meble. - wydyszała. - Ehh, ale się zmęczyłam. - westchnęła i wydawało mi się, że opadła na łóżko. - Mniejsza z tym. O której będziesz? - czułam, że się uśmiechnęła.
- Em.. Za pół godziny? - mruknęłam, patrząc na zegarek.
- Okay. Nie mogę się doczekać. - zaśmiała się i się rozłączyła.
Rzuciłam telefon na łóżko i oparłam się plecami o ścianę. Zjechałam, przylegając do ściany i usiadłam, zalewając się łzami. O co mu chodzi?! Bije mnie za oceny, fajnie. Jakoś wcześniej byłam dla niego jak powietrze, NIC, co było związane ze mną, go nie obchodziło. Więc niech mi ktoś wyjaśni, jaki, do cholery, jest powód zmiany?! Było tak dobrze, znalazłam osobę, przy której przez chwilę nie myślę o codziennych problemach! Przy której mogę być sobą! Ale nie, on i jego pieprzone humorki ZAWSZE muszą wszystko zniszczyć. Usłyszałam, że mama wróciła z pracy, a ojciec znowu pojechał. Nie zastanawiając się ani chwili zbiegłam po schodach i wparowałam do kuchni.
- Dlaczego to on poszedł do szkoły?! - krzyknęłam, czując słoną substancję ponownie wypełniającą moje oczy. Kobieta nie zareagowała. - Nie boli Cię to, że tak wyglądam?! - warknęłam. - Nie widzisz co on ze mną robi? - zaszlochałam, gdy w końcu zdobyłam jej uwagę. - Widzisz? - podniosłam sweterek i pokazałam jej posiniaczony brzuch. - WIDZISZ?! - krzyknęłam. A może to Cię zainteresuje. - mruknęłam i zerwałam plaster ze skroni. - Przed chwilą walnął mnie z liścia w twarz i popchnął z taką siłą, że rozwalił mi skroń. Cieszysz się, naprawdę się cieszysz? - zaśmiałam się. - Dlaczego to Cię nie interesuje, dlaczego?! Dlaczego nic sobie z tego nie robisz?! Jestem Twoją córką! - uderzyłam dłońmi w stół, przy którym siedziała. - Chcecie zafundować mi powolną śmierć? - prychnęłam. - To ja już wolę skoczyć z mostu. - Moja rodzicielka nadal mi nic nie odpowiadała. - Dlaczego nic z tym nie zrobisz... - szepnęłam, a po moich policzkach zaczęły spływać strumieniami łzy.
Moja mama oblizała usta, po czym przełknęła ślinę i lodowatym tonem, odwracając wzrok, powiedziała:
- Wyjdź stąd.
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam swojego laptopa. Wstukałam link do twittera Justina, na którym nie byłam od dwóch lat. Dałam jednego tweeta, który rozszarpał mi serce.
'JUSTIN, RATUJ MNIE.'
Zamknęłam ekran i zaczęłam płakać. Jak głupia. Podniosłam się z łóżka i pobiegłam do swojej garderoby. Wdrapałam się na jedną z szafek i sięgnęłam do najwyższej półki. Zdjęłam stamtąd wielkie pudło, na którym było napisane:


'Najpiękniejsze wspomnienia najpiękniejszej dziewczyny.'
Justin.


Zdjęłam pokrywkę i wyjęłam z środka czarną bluzę szatyna. Włączyłam jak najgłośniej piosenkę, rzuciłam się na łóżko i tuląc się do jego bluzy płakałam. Jeszcze nigdy nie było mi tak źle. NIGDY. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam..
Przebudziłam się jakoś za pół godziny. Spojrzałam na telefon, miałam 5 nieodebranych połączeń. Wszystkie od Destiny.. Szybko nacisnęłam słuchawkę i do niej zadzwoniłam.
- No hej, gdzie Ty jesteś? - jej głos był pełen przejęcia.
- Przepraszam.. - mruknęłam. - Możesz do mnie przyjść, pójdziemy od razu na salę. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy. - zaśmiała się. - Zaraz będę.
- Oki. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na czarną bluzę, w którą jeszcze niedawno byłam wtulona. Wpadłam na pewien pomysł. Poszłam do swojej garderoby i założyłam rurki a na białą bokserkę czarną bluzę Justina. Dał mi ją na którymś spacerze, gdy było mi zimno, i tak zostało.. Wiem, że to był zły pomysł, ale... Tylko w niej czułam się bezpieczna. Dopełniłam swój strój adidasami.
- Łooo... Madd. Wyglądasz inaczej. - zaśmiała się.
- No wiesz, piątek. - poruszyłam zabawnie brwiami. - Idziemy? - uśmiechnęłam się.
- Tak. - Dess wyciągnęła do mnie rękę.
Zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłyśmy w stronę 'mojej sali'. Po około 30 minutach byłyśmy na miejscu. Weszłyśmy do środka, a Destiny natychmiast kazała mi coś zatańczyć. Westchnęłam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej rzeczy, w których zazwyczaj tańczę.
- Muszę się przebrać. - wystawiłam język.
- I? BĘDZIESZ DZISIAJ U MNIE SPAĆ, WSTYDZISZ SIĘ CZEGOŚ?!
Walnęłam się otwartą dłonią w czoło i zaczęłam się śmiać. Powinnam iść na aktorkę. Jeszcze godzinę temu płakałam i zastanawiałam się nad samobójstwem, a teraz się śmieję... Zapominając o tym jak wygląda moje ciało zaczęłam, śmiejąc się, zdejmować bluzę wraz z bokserką. Gdy nałożyłam już na siebie top, Destiny podeszła do mnie z przerażoną miną. Zmarszczyłam brwi, kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Kto Ci to zrobił? - szepnęła i drżącą ręką wskazała na mój brzuch.


~*~


Bardzo Wam dziękuję za 13 komentarzy! Nigdy nie sądziłam, że mogłabym dostać ich aż tyle. Dziękuję. ♥
Cóż... Zepsuł mi się laptop i kompletnie nie mam pojęcia jak ja teraz dam radę wstawiać rozdziały. No al wiem, że mam dla kogo, więc będę kombinować. ;p
Okay, więc macie 3 rozdział. Mam nadzieję, że pod ty rozdziałem pojawi się jeszcze więcej komentarzy! :)
Kocham Was. ♥
Do następego. xx
large.png
Tagi: -
29.03.2014 o godz. 09:24
- Dobrze, że jesteś.. - mruknęła, gdy weszłam do sali, w której na mnie czekała.
- Co się stało? - zapytałam, zajmując miejsce przed biurkiem.
- To Ty mi powiedz co się stało.. - szepnęła. - Co się dzieje? Madison, masz same oceny niedostateczne z angielskiego.. - powiedziała, patrząc w dziennik. - Z innymi przedmiotami wcale nie jest o niebo lepiej. Masz problemy w domu? - oblizała usta.
- Nie.. - mruknęłam, po dłuższej chwili ciszy.
- No to w czym problem? - podniosła ton. - Gdy zaczynałaś naukę w pierwszej klasie, byłaś najlepszą uczennicą. Nie miałaś z NICZYM problemów. Pomagałaś innym.. Jaki powód zmiany? - skrzyżowała ręce na piersi.
- Nic, po prostu.. - zawiesiłam głos. - Wszystko jest tak jak było. - wymusiłam uśmiech.
- Wybacz, ale nie wierzę Ci.. - westchnęła. - Ktoś z Twoich rodziców musi przyjść do szkoły i podpisać, że widział jakie masz oceny. - powiedziała, zamykając dziennik.
- Okay.. - mruknęłam, wstając z krzesła.
- Do jutra. - lekko się uśmiechnęła, a gdy wychodziłam z klasy, usłyszałam - Mam nadzieję, że to nic poważnego...
Destiny czekała na mnie na korytarzu. Gdy tylko mnie zobaczyła, od razu podeszła i zadała mi ostatnio dość często słyszane przeze mnie pytanie:
- Co jest?
- Oceny.. - mruknęłam, krzywiąc się. - Ale nieważne, nadrobię. - zaśmiałam się. - Idziemy? - zapytałam udając, że wszystko jest okay.
- Na pewno wszystko dobrze? - zapytała, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
Tak naprawdę, pękałam w środku.. Ale co ja miałam powiedzieć? Że nie chcę żyć, bo moje życie jest jedną wielką porażką? Że ojciec mnie bije, a matka tylko się z nim pieprzy i nie zwraca na mnie uwagi? Tak, jasne..
Podczas drogi powrotnej do domu rozmawiałyśmy głównie o szkole. Mówiłam jej o nauczycielach, poziomie klasy, 'przedstawiałam' jej swoich znajomych ze szkoły. Znajomych? Kogo ja oszukuję? Osoby, z którymi jestem na 'cześć'. W końcu dotarłyśmy do jej domu. Umówiłyśmy się, że zajdę po nią jutro rano i razem pójdziemy do szkoły. Przytuliłyśmy się i bez najmniejszego entuzjazmu poszłam do swojego domu. O dziwo rodzice już wrócili z pracy, jednak nie zwracając na nich uwagi weszłam od razu na górę do swojego pokoju. Rzuciłam szkolną torbę w kąt i spakowałam do innej torby rzeczy potrzebne mi do treningu. Gdy byłam już gotowa, zbiegłam ze schodów i weszłam do kuchni, gdzie mama siedziała przy stole i popijała kawę, czytając jakieś czasopismo.
- Musisz iść do szkoły. - powiedziałam obojętnie, biorąc butelkę wody mineralnej z lodówki.
- Po co? - zapytała, nie odrywając wzroku znad gazety.
- Podpisać oceny. - mruknęłam, przyglądając się w lustrze na korytarzu.
- Dobrze rozumiem, masz słabe oceny? - spojrzała na mnie, podnosząc ton.
- Wow, Amerykę odkryłaś. - parsknęłam i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami.
Włożyłam słuchawki w uszy i z piosenką szłam do opuszczonego budynku. To właśnie tam zawsze uciekałam od rzeczywistości. Jesteśmy bogaci, to znaczy.. moi rodzice są. Na miesiąc dają mi sporo pieniędzy na własne utrzymanie. Dobre i to, prawda? Kupiłam więc sobie bumbox'a i trzymałam go tu. Praktycznie codziennie przychodziłam na tą salę. Dlaczego? Odizolować się od świata, proste. Tak naprawdę tylko taniec trzymał mnie jeszcze przy życiu. Po półgodzinnym spacerze byłam już na miejscu. Zmieniłam kozaki na białe supry, czarne rurki na jasnoniebieskie rurki z obniżonym stanem, a fioletowy sweterek na top. Załatwiłam sobie ogrzewanie, więc nawet w połowie listopada było tu ciepło. Zrobiłam krótką rozgrzewkę i zaczęłam tańczyć do tej piosenkiMój styl to hip hop. Tańczę od kiedy pamiętam, od małego. Jak miałam cztery lata tata zapisał mnie na pierwszą lekcję tańca. Dlaczego? Chodziło o to, abym jak najmniej przebywała w domu. Już wtedy mnie nienawidzili, eh.
Dałam z siebie mocny wycisk. Ostry trening pozwalał wyrzucić mi z siebie emocje. Około 20 przebrałam się w poprzednie ubrania i jakby nigdy nic ruszyłam w stronę domu. Gdy byłam już niedaleko, dostałam wiadomość.
Od: Tata.
Za 5 minut masz być w domu.
Zastanawiacie się pewnie dlaczego po prostu się nie wyprowadzę, prawda? Mam 19 lat, pełnoletniość osiągnięta. Jednak to nie takie proste. Jeżeli teraz się wyprowadzę, nie będę miała się z czego utrzymywać. Przerabiałam już to.. Momentalnie rodzice zerują moje konto w banku i robią wszystko, żebym nie znalazła pracy i porządnego mieszkania. Do cholery jasnej, przecież jestem ich rodzoną córką! Ta, ale czy ich to obchodzi.. Łatwiej by było, gdybym się zabiła...
Weszłam do naszego jednorodzinnego domu i w ciszy zdjęłam z siebie płaszczyk i kozaki. Niestety cisza nie trwała długo.
- Gdzie się szlajasz o takich godzinach, co?! - ojciec, po raz chyba milionowy tego dnia, warknął na mnie.
- Jest za 15 dziewiąta. - zaśmiałam się lekko.
- Patrzę, że Ci do śmiechu. - uśmiechnął się.
NIENAWIDZĘ JEGO UŚMIECHU.
- Zobaczymy jak długo. - warknął i szarpnął mnie za włosy. Przygwoździł mnie do ściany i złapał dłonią mój podbródek. - Chcesz, żebym poobijał Ci tą Twoją śliczną buźkę? - Nic nie odpowiedziałam. - CHCESZ?! - krzyknął.
Tym razem nie zdążyłam odpowiedzieć, bo rozległ się dzwonek do drzwi.
- Schowaj się. - popchnął mnie w stronę salonu, a sam skierował się do holu.
Po chwili usłyszałam damski głos:
- Dobry wieczór, jest Madison?
TO DESTINY! Miałam ochotę wybiec i rzucić się jej na szyję. Ale nie mogłam tego zrobić, nie chciałam, żeby ojciec mnie przy niej bił.
- Nie, jeszcze nie wróciła z korepetycji z matematyki. - powiedział to tak MIŁYM głosem, że myślałam, że zwrócę swoje wczorajsze śniadanie.
- Oh.. Okay. - mruknęła. - A może Pan jej przekazać, żeby jak wróci, to zadzwoniła do Destiny? Będzie wiedziała o kogo chodzi. - czułam, że się uśmiechnęła.
- Oczywiście, Słoneczko.
JAKI FAŁSZYWY CHUJ. - pomyślałam. Czyli jak ona będzie do mnie przychodzić, to będziemy udawali szczęśliwą, kochającą się rodzinkę? Zabawne. Nie czekałam długo, po chwili ojciec znalazł się w salonie i syknął mi w twarz.
- Zadzwoń do niej za piętnaście minut.
Nic nie odpowiadając weszłam na górę. Zamknęłam się w pokoju, włączyłam najgłośniej jak tylko mogłam piosenkę Justina 'Be Alright' i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam tak mocno płakać, było mi tak strasznie źle. Pamiętam jego zapach, jakbym jeszcze wczoraj wtulała się w jego tors. Dlaczego tak bardzo mi go brakuje, dlaczego?! Tonęłam we łzach, gdy poczułam, że telefon, który miałam w tylnej kieszeni, zaczął wibrować. Wyłączyłam piosenkę i odebrałam.
- Tak? - próbowałam opanować swój głos.
- Płaczesz? - usłyszałam przejęty głos Dess.
- Co, nie. - zaśmiałam się sztucznie.
- Ej, widzę.. - mruknęła. - Nie okłamiesz mnie. - zaśmiała się lekko. - Następnym razem jak będziesz chciała, to zasłoń okno.
Szybko podniosłam się z łóżka i spojrzałam w stronę jej domu.
- Dureń. - wyszczerzyłam się.
- O, dzięki rozmazańcu. - zaśmiała się. - No dobra, no to w czym problem? Co się stało? - jej głos już spoważniał.
- Pokłóciłam się z mamą.. - skłamałam. - Poszło o oceny i takie tam.. - zaśmiałam się.
To niesamowite jak wszystko potrafię ukryć.
- Ej no, spokojnie. Dasz radę. Poprawisz, tak? - jej głos był ciepły.
- Tak. - uśmiechnęłam się, parząc na nią.
- No i o to chodzi! - zaśmiała się. - Okay, teraz leć się i myć i spać. Przypominam Ci, że jutro rano masz po mnie zajść. - puściła do mnie oczko.
- Pamiętam. - wyszczerzyłam się. - Oki, no to lecę. Dobranoc. - pomachałam jej.
- Słodkich snów. - odmachała mi i zasłoniła okno roletą.


CZTERY DNI PÓŹNIEJ

Piątek. W końcu. Dzisiaj miałam przenocować u Destiny. Cieszyłam się z tego powodu, ale nie ukrywam, że też się trochę bałam. Znałam ją od paru dni, ale wydawała się być naprawdę fajna. Oczywiście jeszcze nie wie o moich problemach, ale podejrzewam, że to tylko kwestia czasu. Boję się jej zaufać, boję się, że mnie odrzuci i nie będzie chciała się ze mną przyjaźnić...
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi koleżanki. Otworzyła mi piękna kobieta, pierwszy raz ją widziałam. Wywnioskowałam, że to mama Dess.
- To Ty jesteś Madison, prawda? - uśmiechnęła się do mnie.
- Tak. - lekko się zaśmiałam.
- Miło mi Cię poznać, Skarbie. - wyciągnęła do mnie rękę, którą lekko ścisnęłam. - Destiny dużo mi o Tobie opowiadała. Przychodzisz dzisiaj do nas na noc, tak?
- Oczywiście. - zaśmiałam się. - Mam nadzieję, że nie będę przeszkadzać.. - mruknęłam.
- No skąd! Moja córka nie mogła doczekać się już od poniedziałku. A właśnie.. DESTINY! Madison przyszła. Pospiesz się, bo spóźnicie się do szkoły.
Uśmiechnęłam się do kobiety i spojrzałam na schody. Nie minęła chwila, a zbiegła po nich Dess.
- Już idę. - wydyszała i pobiegła jeszcze do kuchni. Po chwili podbiegła do nas z iPhone'm w ręku.
- Bez telefonu ani rusz? - starsza kobieta zaśmiała się, krzyżując ręce na piersiach.
- Muszę śledzić twittera. Pa mamo. - pocałowała ją w policzek i odwróciła się w moją stronę. - Hej. - uśmiechnęła się i przytuliła się do mnie.
Zaśmiałam się i odpowiedziałam to samo. Pożegnałam się z rodzicielką Destiny i obie ruszyłyśmy do szkoły. Tak cholernie zazdroszczę jej takiego wspaniałego kontaktu z mamą. Zazdroszczę jej normalnego domu, wszystkiego...
Gdy byłyśmy już przed szkolnym budynkiem, mój telefon zaburczał. Wyciągnęłam go z kieszeni i kciukiem odblokowałam ekran.
Od: Mama.
Kupiłam nową bieliznę. To o 16?
Momentalnie zachciało mi się wymiotować. Zapewne miała wysłać tą wiadomość ojcu. Brzydzę się tego wszystkiego, zamierzają mieć nowe dziecko? Chcą kolejnemu człowiekowi zrujnować życie? Jeszcze tego tylko brakuje..
- Co jest? - Dess spojrzała na mnie. - Kto napisał?
- Pomyłka. - mruknęła i schowałam swojego białego iPhone'a do kieszeni.


~*~

MAM DOSYĆ. NIE WYTRZYMAM JUŻ. NIE MAM SIŁY. NIECH KTOŚ MI POMOŻE...

99.jpg
Tagi: -
26.03.2014 o godz. 15:10
OCZAMI MADISON

Z mojego jak zwykle beznadziejnego snu wybudziły mnie dźwięki budzika. Bez większego entuzjazmu sięgnęłam ręką i wyłączyłam te tortury dla mych uszu. Z powrotem położyłam głowę na poduszce i zakryłam twarz kołdrą. Znowu poniedziałek. Nienawidziłam tego dnia od zawsze. Z resztą tak jak i reszty dni w moim nędznym życiu. Wciągnęłam głęboko powietrze i zwlokłam się z łóżka. Założyłam bluzę, ponieważ było mi cholernie zimno. Za oknem ponury, deszczowy listopad. Bezgłośnie otworzyłam drzwi i doczłapałam się do łazienki. Jak zwykle była zajęta. Wywróciłam oczami i wróciłam do pokoju. Włączyłam radio, leciała piosenka Justina - mojego byłego chłopaka, który zostawił mnie bez śladu, bez żadnej wiadomości. Tak, byłam kiedyś z wielką gwiazdą - Panem Bieberem. Minęły trzy lata, byliśmy parą, gdy mieliśmy po 16 lat. Przez rok nie mogłam się pozbierać. Codziennie płakałam, pierwszy raz się okaleczyłam.. Mimo to, gdzieś w głębi serca, nadal go kocham. Mam związane z nim dobre wspomnienia, a wspomnienia nigdy nie umierają... Jednak.. mam wielkie wątpliwości, czy kiedykolwiek mogłabym mu wybaczyć...
Lubię jego piosenki. Leciała BAAB. Zrobiłam troszkę głośniej i mimowolnie zaczęłam nucić melodię pod nosem.
- Wyłącz to gówno! - usłyszałam donośne warknięcie zza drzwi.
Tata. Tak właśnie, to on krzyczał. Nie lubił wszystkiego co było związane ze mną. W sumie, to... nie kochał mnie. Zrobiłam co kazał, bo miałam dosyć kłótni. Każdego dnia w moim domu wybuchały awantury. Miałam tego dosyć.. W końcu łazienka się zwolniła, więc poszłam, umyłam zęby, twarz i wyszłam.
- Ile można siedzieć w łazience?! - ojciec znowu się na mnie darł.
- Byłam tam zaledwie cztery minuty. - mruknęłam pod nosem kierując się do swojego pokoju.
- Takim tonem to do równych sobie, a nie do mnie. - mężczyzna szarpnął mnie za włosy.
Tak, to nie pierwszy raz. Ojciec robił to regularnie. Szarpał mnie, bił, wyzywał.. Miałam już dosyć swojego życia. Postanowiłam, że któregoś dnia ucieknę z domu, skoro moja matka nie broniła mnie przed tym potworem, nie widziała nic złego w tym, że mam całe posiniaczone ciało, więc zbędna jestem w tej rodzinie.
Wróciłam do pokoju, musiałam się przebrać. Jak zwykle założyłam czarne rurki, do tego czarną bokserkę i fioletowy sweterek. Ułożyłam włosy i zrobiłam dość mocny makijaż, aby zakryć moje podbite oko. Tak, sprawka taty. Włożyłam do torby potrzebne książki na dzisiaj, telefon i klucze. Wyszłam na korytarz, założyłam czerwone kozaki, czarny płaszczyk i czerwony szalik. Nic nikomu nie mówiąc wyszłam do szkoły. Założyłam kaptur na głowę, włożyłam słuchawki w uszy i włączyłam piosenkę Demi 'Warrior'. Leciała w kółko, a ja powoli człapałam się do tego cholernego budynku. Mijały mnie uśmiechnięte, małe dzieci wraz z rodzicami. Z tego co się domyślałam, szły do przedszkola. Tak cholernie im zazdrościłam, że mają normalne życie. W końcu weszłam do szatni, zmieniłam kozaki na czarne Conversy i przyklejając sztuczny uśmiech udałam się pod klasę w której miałam mieć pierwszą lekcję. Właśnie wtedy kochana Pani Straus zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę. Kolejna ocena niedostateczna z angielskiego. Idealnie. Nie uczyłam się dobrze. Nie chciałam, nie widziałam swojej przyszłości. Wiedziałam, że będę nikim...
Kilka minut po dzwonku dosiadła się do mnie jakaś nowa dziewczyna. Nie ukrywam, była bardzo ładna.
- Hej. - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Hej. - odpowiedziałam lekko podnosząc kąciki ust.
- Jestem Destiny. - szepnęła, gdy Straus zaczęła lustrować wzrokiem całą klasę.
- A ja Madison. - odszepnęłam nadal lekko się uśmiechając.
Kolejna osoba, która nabierze się na mój uśmiech. Niestety byłam już do tego przyzwyczajona... Przy wykonywaniu totalnie bezsensownego zadania w pewnym momencie spojrzałam przez okno. Mocno zawiał wiatr zdmuchując wiele suchych liści z drzew. Przypomniała mi się wtedy nasza pierwsza randka z Justinem. Byliśmy w parku, on nosił mnie na barana, podarował mi bukiet czerwonych róż i...
- MADISON! Obudzić Cię z letargu?! - Ta kobieta się na mnie uwzięła. Zastanawiałam się, co ja jej zrobiłam.
- Przepraszam. - mruknęłam i z powrotem pochyliłam się nad zeszytem.
Ciągle czułam na sobie czyjś wzrok, co mnie strasznie rozpraszało. Podniosłam wzrok i spojrzałam na Destiny.
- Wszystko dobrze? - zapytała szeptem patrząc mi w oczy.
- Tak. - mruknęłam, uśmiechając się.
- Na pewno?
- Dziewczyny! Bo Was rozsadzę! - twarz nauczycielki zrobiła się lekko czerwona ze złości.
Wywróciłyśmy oczami i obie w tym samym momencie pochyliłyśmy się nad swoimi zeszytami. Gdy Straus odwróciła się do nas plecami i zaczęła pisać coś na tablicy, zaśmiałyśmy się cicho i wróciłyśmy do pisania. Wtedy przez moją głowę przeleciała jedna myśl: 'A może ona będzie inna?'
Dzwonek, wybawca każdego ucznia w każdej szkole, zakończył tą najgłupszą lekcję na świecie. Umiem płynnie rozmawiać po angielsku, więc czego mi jeszcze trzeba? Wyszłam z klasy i kierowałam się do sali gimnastycznej, ponieważ kolejną lekcją było wychowanie fizyczne.
- Madison! Zaczekaj! - odwróciłam się i ujrzałam biegnącą w moją stronę Dess.
Zatrzymałam się i lekko się uśmiechając czekałam na nową koleżankę. Gdy dziewczyna lekko dysząc stanęła obok mnie, powiedziałam:
- Mów mi po prostu Maddie. - zaśmiałam się.
- A mogę Madd? - zapytała otwierając wielkie, szklane drzwi.
- Pewnie. - uśmiechnęłam się, udając się do łazienki.
- Nie idziesz do szatni? - zatrzymała się, wskazując kciukiem na drzwi od przebieralni.
Oczywiście, że nie. Jeszcze tego mi brakuje, aby ktoś zobaczył mój brzuch w odcieniu podchodzącym pod kolor mojego sweterka. Zaprzeczyłam głową i weszłam do, jak zwykle, pustej ubikacji. Nie minęła chwila, a Destiny do mnie dołączyła. Weszłyśmy do dwóch oddzielnych kabin i szybko się przebrałyśmy. Nałożyłam luźne dresy i luźną koszulkę. Wyszłam i podeszłam do lustra, aby związać włosy, gdy Des myła ręce. Uśmiechnęłam się do niej i przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze zrobiłam niechlujny kok na czubku głowy. Odwróciłam się do dziewczyny, a ona niespodziewanie ochlapała moje policzki wodą. Poczułam, że podkład zaczyna mi spływać, momentalnie zakryłam jedną część twarzy ręką i wróciłam do kabiny, w której niedawno się przebierałam.
- Co jest? Madd? Co zrobiłam?! - koleżanka za drzwiami zaczęła panikować.
- Nic. - odpowiedziałam, przyglądając się swojemu odbiciu w ekranie iPhone'a.
- Więc dlaczego tak szyb---
- Jest okay. - warknęłam.
- To pokaż się. - powiedziała łagodnie.
Oblizałam usta i zakrywając oko wyszłam z kabiny. Spuściłam wzrok i przygryzając wnętrze policzka stanęłam przed Destiny. Dziewczyna delikatnie odciągnęła moją dłoń od twarzy.
- Jezu.. Kto Ci to zrobił?! - krzyknęła, przerażona.
- Nieważne, okay? - podeszłam do swojej torby. - Masz podkład? - spojrzałam na nią spod rzęs.
Dziewczyna lekko skinęła głową, sięgnęła ręką do plecaka i podała mi to, o co prosiłam. Podeszłam do lustra i zaczęłam zakrywać śliwę.
- Maddie, powiedź... - mruknęła, stając obok mnie.
Rzuciłam jej krótkie spojrzenie, gdy coś przykuło moją uwagę, a dokładnie fioletowa wstążka na jej nadgarstku. Sięgnęłam ręką i złapałam jej dłoń.
- Co? - zmarszczyła brwi.
- Jesteś Belieber? - zapytałam, puszczając jej rękę.
- Tak.. - szepnęła, jakby się tego wstydząc. - A co? - poprawiła włosy.
- Nie nic. - mruknęłam i ponownie zaczęłam pudrować policzek.
- No mów. - nalegała.
- Kiedyś się dowiesz. - poczułam, że do moich oczu napłynęły łzy na wspomnienie o Justinie.
O naszym związku świat nie wiedział. Byliśmy parą przed jego karierą. Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że cholernie za nim tęsknię...
Oddałam podkład Dess i ostatni raz przyjrzałam się w lustrze. Wzięłam torbę, wyszłam z łazienki, zostawiłam rzeczy w szatni i udałam się na salę.


~*~


Zmieniałam buty w szatni, gdy ktoś szturchnął mnie w ramię. Wywróciłam oczami i podniosłam głowę. Destiny uśmiechnęła się przepraszająco i szepnęła:
- Wybacz, nie chciałam.
Uśmiechnęłam się lekko i powiedziałam, że nic się nie stało. Przebrałam się i wyszłam ze szkoły.
- Maddie, tak właściwie, to gdzie Ty mieszkasz? - Destiny podbiegła do mnie i zaczęła iść razem do mnie.
- Na Roosvelta 17, a Ty?
- Roosvelta 16. - zaśmiała się. - Wczoraj się przeprowadziłam.
- Naprawdę? - spojrzałam na nią. - No właśnie.. Dlaczego przeniosłaś się do nowej szkoły w połowie listopada?
Dziewczyna przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadała. Wyraźnie było widać, że posmutniała. Przygryzłam wnętrze policzka, zastanawiając się czy dobrze zrobiłam, zadając to pytanie.
- Miałam problemy w poprzedniej szkole.. - uśmiechnęła się sztucznie.
Wiedziałam, że to, co powiedziała, nie jest prawdą, ale postanowiłam nie drążyć tematu. Nie dziwię się jej, ja też nie zaufałabym osobie, którą poznałam kilka godzin temu.
- Słuchaj, może przyjdziesz do mnie w piątek na noc, hm? - twarz Destiny ponownie się rozpromieniła.
- A Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? - uśmiechnęłam się lekko.
- No coś Ty, mama bardzo się ucieszy! - zaśmiała się.
Bez zastanowienia zgodziłam się. Zaczęłyśmy rozmawiać, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Nie dzwonił od naprawdę BAAAARDZO dawna, więc nie dziwne, że się zdziwiłam. Kciukiem odblokowałam ekran i przyłożyłam urządzenie do ucha:
- Tak? - mruknęłam, marszcząc brwi.
- Madison? - usłyszałam głos swojej wychowawczyni.
- Tak. - powiedziałam, zatrzymując się.
- Wróć do szkoły, musimy porozmawiać. - powiedziała stanowczo i szybko się rozłączyła.
- Co jest? - Dess podeszła do mnie i ze zmartwieniem na twarzy spojrzała mi w oczy.
- Nie wiem, ale muszę iść do szkoły na rozmowę z Roberts...



~*~

Okay.. Więc pierwszy rozdział jest. :)
Jak Wam się podoba? :p
Tutaj macie krótką zapowiedź kolejnego rozdziału:

- Chcesz, żebym poobijał Ci tą Twoją śliczną buźkę? - Nic nie odpowiedziałam. - CHCESZ?! - krzyknął.

No dobra, nie zanudzam. ;)
LICZĘ NA SZCZERE KOMENTARZE. :)
Z pytaniami zapraszam na aska . ;p
Do następnego. xxx
mk.jpg
Tagi:
24.03.2014 o godz. 15:18
Madison Clark ~ Dziewiętnastoletnia dziewczyna mieszkająca w Stanford. Ma wielkie problemy, nie radzi sobie z życiem. Jeszcze przed karierą chłopaka, była dziewczyną Justina Biebera. Taniec trzyma ją przy życiu. Jednak któregoś dnia jej życie wywróci się do góry nogami.

Justin Bieber ~ Sławny na cały świat dziewiętnastolatek. Mieszka w Los Angeles i podbija śpiewem serca swoich fanów. Tęskni za swoją pierwszą miłością i zrobi wszystko, żeby ochronić byłą dziewczynę.

Destiny Collins ~ Dziewiętnastoletnia dziewczyna, która przeniosła się do szkoły Madison. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich wspólne problemy je połączą.

William Clark ~ Ojciec Madison.

Theresa Clark ~ Matka Madison.

Tish Collins ~ Matka Destiny.

Zdjęcia lecą po kolei.
large9.jpg
large1.png
large21.jpg
large4.jpg
large69.jpg
00.jpg
Tagi: -
23.03.2014 o godz. 15:21
Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem.

OCZAMI PATTIE

- Mamusiu, dostałaś wiadomość! - krzyknęła Jazmyn, która bawiła się w salonie.
- Myszko, no to przynieś mi telefon. - uśmiechnęłam się, podlewając kwiaty w kuchni.
Nie minęła chwila, a moja córeczka szczerząc się podbiegła do mnie i wręczyła mi to, o co prosiłam.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, odblokowując ekran. - Szybko daj buziaka mamusi. - zaśmiałam się, wystawiając policzek.
Mała cmoknęła mój polik i wróciła z powrotem do zabawy. Uśmiechnęłam się, widząc jak odbiega i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam wiadomość od Justina. Zmarszczyłam brwi, on nigdy nie wysyła mi wiadomości, zawsze dzwoni.. No ale bez zastanowienia nacisnęłam kciukiem i po chwili zobaczyłam...
- BOŻE, JEFREY! - krzyknęłam opierając się o stół.
- Co jest? - odkrzyknął zbiegając już ze schodów.
Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Moje oczy wypełniły się łzami, podałam mężowi telefon i szepnęłam:
- Jesteśmy dziadkami..
Jefrey wytrzeszczył oczy patrząc w ekran na zdjęcie malutkiej wnuczki.
- Jesteśmy dziadkami! - krzyknął szczerząc się.
- TAK! - odkrzyknęłam z radością i rzuciłam się mu na szyję.
- JAXON! JAZZY! CHODŹCIE TU SZYBKO! - krzyknął Jeremy.
Pierwszy raz od Świąt widziałam go tak szczęśliwego. W sumie.. Co mu tu się dziwić? Jesteśmy dziadkami!
Nasze dzieci szybko przybiegły do kuchni. Mała spojrzała na mnie pytająco, a Jax zapytał znudzony:
- Co się stało?
- Jesteś wujkiem. - wyszczerzyłam się.
- Czyim? - podniósł jedną brew ze zdziwienia.
- Carly. - mój mąż odwrócił ekran mojego telefonu w stronę dzieci i ukazał im zdjęcie naszej malutkiej księżniczki. - Lili urodziła. - uśmiechnął się.
- CO?! - krzyknął. - Boże, jedźmy tam! Mamo, szybko! Jezz, chodź, lecimy się spakować! - wziął małą na ręce i tyle ich widzieliśmy.
- Zadzwoń do nich. - powiedział Jefrey, gdy zostaliśmy sami.
- Racja. - mruknęłam, i zabrałam od niego telefon wybierając numer Justina.
Po kilku sygnałach usłyszałam spokojny głos mojego syna.
- Tak? - mruknął.
- Gratuluję! - krzyknęłam.


OCZAMI LILI

- Widzisz Carly, to jest nasz dom. - szepnął Justin, wnosząc małą do naszego domu. - Tutaj jest kuchnia - wskazał ręką - a tu salon. Ale to niezbyt jak na razie Cię obchodzi, prawda? - zaśmiał się. - Chcesz zobaczyć swój pokój, Myszko? Wiem, że chcesz. - szepnął i pocałował jej malusieńki policzek.
Powoli wszedł po schodach, uważając, aby się nie przewrócić. Szłam za nim ciągle się uśmiechając. Nie wierzę, że mamy dziecko. Nie wierzę, że JUŻ mamy dziecko. Tak długo na nią czekałam...
- Spójrz. - mruknął, otwierając jedną ręką drzwi. - Podoba Ci się? - szepnął, wykonując obrót w okół własnej osi.
Mała spała. Tak, właśnie. Słodko sobie spała. Ale to chyba logiczne, jak tylko tydzień temu przyszła na świat. Wczoraj wyjechali rodzice Justina, aby załatwić sobie urlop. Szkoda mi było Jazmyn, aż płakała, więc ich babcia, ta co mieszka niedaleko nas, zaproponowała, żeby mała została u niej. Pattie się zgodziła, no i to właśnie tak za dwie godziny Carly będzie miała pierwszego gościa.
Justin położył naszą córeczkę w jej nowym łóżeczku i podszedł do mnie. Stałam w drzwiach i opierałam się plecami o ścianę.
- Nareszcie. - szepnął, przyciągając mnie do siebie za biodra.
- Tak, to już. Mamy córeczkę. - zarzuciłam mu ręcę na szyję, patrząc w stronę Carls.
- Nie sądzisz, że mała chciałaby braciszka? - mruknął mi seksownie do ucha.
- Nie. - zaśmiałam się patrząc mu w oczy. - Poczekajmy jeszcze tak z.. dwa, trzy lata. - uśmiechnęłam się.
- Okay. - szepnął zawiedziony, na co lekko się zaśmiałam i mocno wtuliłam się w jego tors.
Podeszłam potem do swojej córeczki i zdjęłam jej czapeczkę z główki i ciepły sweterek. Przykryłam ją kołderką i włączyłam automatyczną nianię.
- Pójdziesz ze mną rozpakować walizki? - zwróciłam się do Justina, gdy starając się nie zrobić najmniejszego hałasu zamknęłam drzwi.
- Pewnie. - uśmiechnął się i łapiąc mnie za rękę ruszył do naszej sypialni.
Miałam do rozpakowania swoją walizkę, którą przywiózł mi Justin do szpitala. Nie czekając ani chwili wzięłam się do pracy. Po około 20 minutach skończyłam. Usłyszałam, że Carly płacze, ale mój narzeczony powiedział, że on się tym zajmie. Kazałam mu jednak przynieść małą, bo zbliżał się czas karmienia.
- No już mała, nie płacz. Idziemy jeść. - uśmiechnął się Justin, wchodząc do sypialni.
Usiadłam na łóżku, a szatyn podał mi Carls. Przyłożyłam swoją córkę do lewej piersi i przyglądałam się jak spożywa pokarm. Tak naprawdę to tylko słodkie mleko, ale cóż. Przez najbliższy okres czasu będzie mogła spożywać tylko to. Justin siedział obok mnie, gdy zadzwonił jego telefon. Wyjął z kieszeni iPhone'a i spojrzał na wyświetlacz.
- To Alex. - zaśmiał się.
- Dawaj na głośnik. - wyszczerzyłam się.



*7 LAT PÓŹNIEJ*
Oczami narratora



- Carly, śpisz? - do pokoju małej wszedł czteroletni chłopczyk.
- Jadeeeeeen, wyjdź. - warknęła siedmioletnia Carls, chowając się pod kołdrą.
- Ej no, przecież dzisiaj idziemy do przedszkola. - zaśmiał się, siadając na łóżku.
- Oh, racja! - mała podskoczyła. - Ale ja już idę do szkoły.. - mruknęła, krzywiąc się. - Podobno pierwsze dni w szkole są okropne. - oparła głowę na swojej dłoni.
- A ja lubię przedszkole. - Jaden wzruszył ramionami.
- Oh, Ty nic nie rozumiesz. - oburzyła się Carly, podchodząc do swojej garderoby. - Będę już pisać, liczyć.. Już nie będę się bawić. Swoją drogą.. Muszę poprosić mamusi, żeby przygotowała mi w co mam się ubrać. - uśmiechnęła się do brata.
- Ej, Carly.. - mruknął Jaden, zeskakując z łóżka.
- Słucham? - mała podeszła do brata.
- Słyszałem jak mama rozmawiała o czymś z tatą i powiedziała coś, że dzisiaj jest ich.. Rocznica? Chyba tak. Co to znaczy? - spojrzał na siostrę, oczekując odpowiedzi.
- Rocznica? - Carly uniosła brwi. - Nie wiem.. - mruknęła. - Ale zaczekaj, zadzwonimy do Jazmyn. - zaśmiała się. - Pójdziesz cicho po telefon taty? - szepnęła, aby tylko Jaden to usłyszał.
- Pewnie, zaraz będę. - zaśmiał się podekscytowany i wybiegł z pokoju.
Niedługo wrócił, a mała zadzwoniła do swojej cioci. Dwunastolatka wyjaśniła rodzeństwu, że rodzice obchodzą dzisiaj swoją szóstą rocznicę ślubu, co oznacza, że sześć lat temu się pobrali.
- Jaden, mam pomysł! - krzyknęła mała i ciągnąc brata za rączkę zbiegła na dół.
Wbiegli do kuchni. Dziewczynka rozkazała bratu, aby wyjął 2 miski. Carly nasypała do nich płatek, a potem nalała mleka. Wzięła tacę, dwie łyżki i ruszyła w stronę sypialni rodziców.
- E.. Co Ty robisz? - zapytał mały, stając naprzeciw niej.
- Prezent. Śniadanie do łóżka, głuptasie. - oburzyła się, że jej brat nie pomyślał o tym samym, co ona.
Powoli weszli po schodach.
- Na trzy. - szepnęła Carls. - Ras, dwa, trzy!
Jaden otworzył drzwi i wpadli do sypialni rodziców, krzycząc:
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ROCZNICY ŚLUBU!
Dwójka dorosłych momentalnie spojrzała na swoje dzieci.
- Jezu.. - mruknęła Lili. - Skąd wiedzieliście? - zaśmiała się ze łzami w oczach.
- Mamy swoje źródła. - mała puściła oczko do Jadena. - SMACZNEGO! - krzyknęła podając rodzicom tacę.
- Chodź tu, księżniczko. - mruknął Justin wyciągając ręce do córeczki. Carly podbiegła do taty i mocno wtuliła się w jego tors, a ojciec pocałował ją we włosy.
- Mały, na co czekasz? - zaśmiała się mama. - Chodź do mnie. - powtórzyła czynność Jussa i wyciągnęła ręce do syna.
Jaden wskoczył na kolana Lil i jakby na trzy cztery, razem z Carly, powiedzieli.
- Kocham Cię Mamusiu.
- Kocham Cię Tatusiu.
- My Was kochamy bardziej. - odpowiedzieli chórem, tuląc się wszyscy do siebie.



THE END







No cóż.. To już koniec I need your love. :')
Mam do tego opowiadania ogromny sentyment. Jest pierwszym, które pisałam...
Bardzo dziękuję Wam wszystkim, którym chciało się czytać moje wypociny. Dziękuję moim kochanym siostrom, których niestety nie wszystkich znam imiona ;/ (mam na myśli właścicielki blogów) , które pomagały mi, wspierały mnie, mogłam zwrócić się ze wszystkim.
Przede wszystkim dziękuję Justynie, Mai, Marcie, Ewelinie, Żanecie.. Kocham Was. :3
No cóż. Przyznam szczerze, że STRASZNIE ciężko byłoby mi odejść od pisania. Dlatego na tym blogu zacznę pisać nową historię, pt.: 'Memories never die'
Okay, kończę te moje gorzkie żale, mam nadzieję, że chociaż troszkę spodobała się Wam historia Lily i Justina. :)
JEŻELI MOŻECIE, ZOSTAWCIE PO SOBIE KOMENTARZ. CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ ILE OSÓB DOTRWAŁO ZE MNĄ DO KOŃCA...
Kocham moje najwspanialsze na świecie czytelniczki. <3
aria.jpg
sasq.jpg
njnk.jpg
bbno.jpg
Tagi: 53
21.03.2014 o godz. 14:36
No cóż.. Zostałam nominowana do Liebster Award przez ♥
Bardzo Ci dziękuję za nominację. xxx
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Moje odpowiedzi:

1. Imiona najlepszych przyjaciół?
Lubię Twojego bloga, za niesamowitą historię, którą tam stworzyłaś. Za to, że wszystko jest tak idealnie napisane, zero błędów, a ja w każdym rozdziale czuję się, jakbym przeżywała to wszystko z nimi. ♥

2. Imiona najlepszych przyjaciół?
Kinga. ♥ No i z przyjaciółek to jeszcze Asia i Żaneta. :) ♥

3. Ulubiony film i dlaczego?
'3 metry nad niebem.' oraz 'LOL.'
W tych filmach.. Jestem zakochana. Pomagają mi rozwiązywać moje problemy i pocieszają w złych chwilach. :)

4. Ulubiona książka i dlaczego?
Dwie Książki z serii 'Żelazny Dwór.'
Są niesamowite. To właśnie one zainspirowały mnie, aby pisać. ♥

5. Ulubiona piosenka i dlaczego?
Nie mam ulubionej. Podoba mi się wiele, nie określam się do jednego gatunku, ale przede wszystkim piosenki Justina. :) ♥

6. Twoje hobby, pasje?
Taniec. ♥
I taka o której nikt nie wie, to rysowanie. ;p
No i oczywiście pisanie. <3

.

8. Imiona rodzeństwa?
Ernest. :)

9. Ulubione blogi?
http://onelifeoneboy.bloblo.pl/
http://neversaynever5.bloblo.pl/
http://fuck-everything-im-belieber.bloblo.pl/
http://poweroflove.bloblo.pl/
http://badboyandgoodgirl.bloblo.pl/
http://truelovestory.bloblo.pl/

10. Blogi, które czytasz?
Te co i wyżej. :)

11. Kim chcesz być w przyszłości?
Zastanawiam się nad pediatrą... ;p

O nominacjach powiadomię Was osobiście. ;p
Moje pytania:
1. Co Cię skłoniło do prowadzenia bloga?
2. Twoje pasje?
3. Jak masz na imię?
4. Chciałabyś wyjechać z Polski?
5. Do jakich fandomów należysz?
6. Dlaczego czytasz moje opowiadanie?
7. Kogo chciałabyś zobaczyć?
8. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
9. Lubisz zimę? Dlaczego?
10. Czego najbardziej brakuje Ci z czasów dzieciństwa?
11. Jakie są Twoje ulubione blogi?
Tagi: .
02.03.2014 o godz. 20:50
A JA TU KURWA RODZĘ!

'Oczami Justina'
- O kurwa. - mruknąłem i momentalnie wstałem z ławki.
Szybko spakowałem plecak i szybko zacząłem biec przez salę.
- Chwila moment. - warknęła nauczycielka. - Co Ty wyprawiasz?!
- LILI RODZI! - krzyknąłem i nie zwracając uwagi na przejęcie innych wybiegłem z klasy. Wszyscy wiedzieli, że moja dziewczyna jest w ciąży, ale wcale się nie dziwię, że się zdziwili. Sam się tego nie spodziewałem. Znaczy, wiedziałem, że kiedyś w końcu urodzi, ale.. Miałem głęboką nadzieję, że za jakiś tydzień, gdy oficjalnie skończę szkołę. Wybiegłem szybko na podwórko, szukając wzrokiem swojego samochodu.
- Cholera! - warknąłem.
W takich chwilach zapominasz o wszystkim. Kompletnie nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie zaparkowałem.
- Z lewej strony! - usłyszałem czyjś krzyk.
Podniosłem głowę i zobaczyłem, że z okna wychyla się Margaret - tegoroczna przewodnicząca klasy.
- Dzięki! - odkrzyknąłem, gdy W KOŃCU zobaczyłem swój samochód.
Szybko podbiegłem i wsiadłem do auta. Rzuciłem plecak na tylne siedzenie i ruszyłem z piskiem opon. Jechałem szybciej niż tego dnia, gdy razem z Lili prawie spóźniliśmy się na koniec roku szkolnego. Dlatego po 5 minutach byłem już przed domem i momentalnie wbiegłem do kuchni.
- Nareszcie. - brunetka wypuściła powietrze, gdy mnie zobaczyła.
- Co jest? - zapytałem nerwowo, klękając obok niej.
- A nic, w głowie mi się zakręciło. - zaśmiała się sarkastycznie. - WODY MI ODESZŁY. - warknęła. - Wieź mnie do szpitala. - rozkazała łapiąc moją dłoń i mocno ją ściskając.
Nie zastanawiając się ani chwili, wziąłem Lil na ręce i szybko wyszedłem na dwór. Posadziłem ją na miejscu pasażera i już drugi raz tego dnia ruszyłem z piskiem opon.
- JA PIERDOLEEEEE. - wysyczała mocno ściskając moją rękę, którą cały czas trzymałem na jej kolanie. - Szybciej. - mruknęła.
- Nie mogę, korek.. - przygryzłem dolną wargę, zastanawiając się jak najszybciej dotrzeć do szpitala.
- Bo z Wami to tak jest! - krzyknęła. - Zrobić dziecko to nie problem, ale potem to radźcie sobie same!
Wywróciłem oczami. Wiedziałem, że to jej hormony i w ogóle, więc ten.. Nie mogłem dłużej czekać, nie chciałem sam odbierać porodu w samochodzie. Wyminąłem jeden samochód i wjechałem na chodnik. Wszyscy trąbili, ale co ja mogłem poradzić. Najważniejsze było to, aby jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Słuchając gderania Lili o tym, jacy to mężczyźni są nieodpowiedzialni, zaparkowałem samochód na.. chyba miejscu dla inwalidów, ale kij z tym. Szybko wysiadłem i otworzyłem drzwi od strony mojej dziewczyny, następnie biorąc ją na ręce. Zacząłem wbiegać po schodach i już po chwili znaleźliśmy się na recepcji.
- Przepraszam.. - mruknąłem, bo recepcjonista rozmawiała przez telefon. Niestety nie zareagowała. - Przepraszam.. - mruknąłem tym razem troszkę głośniej. Znowu nic. - PRZEPRASZAM! - krzyknąłem, zaczynając się denerwować. Lili naprawdę nie była w tej chwili taka lekka jak zazwyczaj.
- Niech mi Pan nie przeszkadza. - powiedziała ta, no po prostu zołza.
- ALE JA TU RODZĘ! - krzyknęła Lili zaczynając już panikować.
- Proszę tutaj. - usłyszałem głos za swoimi plecami.
Jakiś lekarz, na szczęście, postanowił nam pomóc. Ruszyłem za nim i po chwili położyłem Lili na szpitalnym łóżku. Po chwili sala wypełniła się pielęgniarkami i lekarzami. Kazali mi wyjść.
- Nie, ja zostaję. - powiedziałem stanowczo.
Nie mogłem jej samej zostawić.
~*~

- Jeszcze trochę, kochanie. - szepnąłem, trzymając jej rękę. - Już za chwilę, ale jeszcze teraz.. Na trzy. Raz.. Dwa.. Trzy..
- AAAAAAAAAAAAAAAAAA. - krzyknęła.
Cholera. Zaczynałem się denerwować. Ten porób naprawdę przebiegał ciężko, dziecko nie mogło wyjść..
- Kleszcze. - rozkazał lekarz.
Co? Spojrzałem zdezorientowany na mężczyznę, któremu kobieta podała jakieś kleszcze położnicze do ręki. PORÓD KLESZCZOWY.
Cholera, przecież mogą być potem.. Nie, spokojnie, będzie dobrze. Cholernie się bałem...
Trzymałem mocno Lili za rękę i czekałem, aż lekarz w końcu 'wyciągnie moje dziecko'. Lili była już zmęczona, zaczynałem panikować. Dziewczyna powoli zamykała oczy, gdy.. Wszyscy usłyszeliśmy głośny płacz. Na mojej twarzy momentalnie wymalował się wielki uśmiech, twarz mojej narzeczonej również się rozpogodziła. Mamy dziecko..
- Mamy. - uśmiechnął się lekarz. - No, Panie Bieber. Pępowina należy do Pana. - wyszczerzył się lekarz.
SŁUCHAM, ŻE JA MAM PRZECIĄĆ PĘPOWINĘ?!
Trzęsącymi się rękami odebrałem narzędzie od pielęgniarki i czując łzy szczęścia w oczach oddzieliłem moją córkę od matki.
Pielęgniarki szybko zabrały małą, a ja z powrotem podszedłem do Lili.
- Jak--- - zaczęła Lili.
- Jest śliczna. Dziewczynka. - uśmiechnąłem się gładząc jej rękę.
~*~

Pocałowałem malutką główkę mojej córeczki. Jejku, jak to pięknie brzmi, prawda?
Lili leżała na łóżku i trzymała małą na rękach. Nasze dziecko.. NASZE dziecko..
- Jest piękna. - szepnęła Lili, patrząc na nią ze łzami w oczach.
- Tak piękna jak Ty. - uśmiechnąłem się. - Nazwijmy ją Carly. - mruknąłem patrząc na dziewczynkę.
- Carly? Jeju jak ślicznie. - oczy Lili się zaszkliły.
- Zaczekaj, zrobię Wam zdjęcie. - szepnąłem, żeby nie obudzić małej. - Trzeba poinformować dziadków i Alex z Pj'em. - wyszczerzyłem się.
Stanąłem przed łóżkiem i zrobiłem zdjęcie moim dwóm najważniejszym dziewczynom na świecie. Dopisałem jeszcze godzinę i datę urodzin oraz imię małej i wysłałem.

To właśnie tak, 29 kwietnia 2014 roku o 12.56 przyszedł na świat ten mój piękny aniołek - Calry:
ncncncnc.jpg
Tagi: 52
01.03.2014 o godz. 11:03
*Kilka dni później*
Sylwester. To niesamowite, że możesz zasnąć i wstać już w następnym roku. Zawsze mnie to zastanawiało, jak to możliwe.
Siedziałyśmy z Jazmyn w salonie i dmuchałyśmy balony, gdy usłyszałyśmy zdenerwowany głos Pattie i błaganie Jaxona
- No maaamoooo, proszę. Nie będzie alkoholu. Nie będzie narkotyków. Nie będzie papierosów. Błagam Cię, nooo...
- Nie ma mowy. Jego rodziców w domu nie będzie. Nie pozwolę Ci tam iść.
- Mamoooo... - przeciągnął. - Wiesz jak ja Cię kocham.. - podejrzewam, że właśnie ją przytulił.
- Nie denerwuj mnie. - warknęła. - Ja się nie zgadzam. Idź spróbuj prosić taty.
Jaxon wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby i zakładając kurtkę burknął pod nosem:
- Oni muszą mi pozwolić.
Wyszedł na podwórko. Poszedł do Justina i Jeremiego, którzy odśnieżali wjazd. Napadało tyle śniegu, że szok. Spojrzałam na Jezz i obie zaczęłyśmy się śmiać. Dziewczynka powiedziała mi, że Jaxon zapewne za pół godziny wróci i powie mamie, że tata pozwolił. Wtedy Pattie zdenerwuje się i powie, że umywa ręce, a Jax spędzi sylwestra u Zayna - swojego najlepszego przyjaciela. Uśmiechnęłam się, widząc w myślach tę całą sytuację. Mała wpadła na pomysł, żeby włączyć jakieś piosenki, wtedy szybciej miną nam przygotowania. Zgodziłam się i już niebawem obie, wygłupiając się, tańczyłyśmy do tej piosenki . Piloty były naszymi mikrofonami. Kręciłyśmy biodrami w rytm muzyki, po prostu wydurniałyśmy się, gdy usłyszałyśmy, że ktoś puka w okno. Szybko odwróciłam głowę i dostrzegłam Justina szczerzącego się na mój widok. Podejrzewam, że przyglądał się naszym wygłupom. Po chwili zastanowienia podeszłam i zasłoniłam roletą okno, wysyłając szatynowi buziaka w powietrzu. Dziewczynka podbiegła do mnie i mocno się do mnie przytuliła, mówiąc:
- Jesteś najlepsza.
Zaśmiałam się i poprawiając jej kucyk, szepnęłam:
- Dziękuję przyjaciółko.
Słuchając piosenek wróciłyśmy do dmuchania balonów. Brakowało mi już powietrza, nienawidziłam tego robić.
- Jak tam, dziewczyny? - w progu salonu stanęła uśmiechnięta Pattie.
- Dobrze! - zaśmiała się Jazmyn.
Brunetka zaczęła iść w naszą stronę, gdy niechcący nadepnęła na jeden z balonów i.. BUM. O jeden balon mniej.
- JEZUS MARIA! - krzyknęła, a my zaczęłyśmy się śmiać. - Tfu, jak się przestraszyłam. - szepnęła łapiąc się za pierś. - Wy się nie przestraszyłyście? - spojrzała na nas ze zdumieniem, siadając na kanapie.
- Nie, to dzisiaj już nie pierwszy raz. - zaśmiałam się.
Pattie uśmiechnęła się i już miała coś powiedzieć, gdy usłyszałyśmy:
- Boże, jak zimno! Lili! - głos Justina był seksownie zachrypnięty.
- Hm? - wyjrzałam zza ściany szeroko się uśmiechając.
- Przytul mnie. - mruknął błagalnie, zdejmując kurtkę.
Zaśmiałam się i z wielką chęcią podeszłam do swojego chłopaka. Zarzuciłam ręce na jego szyję i mocno się w niego wtuliłam.
- Tego właśnie było mi trzeba. - zaśmiał się całując mnie w czoło. - Ktoś jeszcze chce mnie przytulić? - zapytał z uśmiechem rozglądając się dookoła.
- Ja! - krzyknęła Jazzy przybiegając i podskakując z radości.
Justin nie zastanawiając się ani chwili podniósł małą i mocno do siebie przycisnął. Jazmyn tak bardzo go kocha, zresztą on ją też. Ona jest jego małą księżniczką. Justin będzie wspaniałym ojcem.. Razem z Pattie przyglądałyśmy się tej scenie z uśmiechem, gdy oczywiście JAXON, musiał to przerwać. Zastanawiacie się czym? Mianowicie...
- Mamoooo.. Mogę?
Brunetka skrzyżowała ręce na piersi i wywróciła oczami.
- Ja już Ci mówiłam. Zdania nie zmienię. - warknęła.
- Justin nie musiał Was tak błagać! - krzyknął podnosząc ton.
- Jaxon.. - mruknęłam.
- Okay.. - Pattie skinęła głową przechylając ją na bok. - Możesz iść, ale wróć przed północą.
Wszyscy spojrzeliśmy się na nią. Ona mówi serio? Jaki jest sens iść do kogoś na Sylwestra, ale wracać przed północą?
- Żartujesz? - chłopak zmarszczył brwi, oblizując usta.
- Tak, nigdzie nie idziesz. - warknęła idąc do kuchni.
Chłopak wyrzucił ręce w powietrze i bezgłośnie szepnął pod nosem 'ja pierdole'. Zastanawiałam się, dlaczego jego mama nie chce go puścić. Może jakimś cudem dowiedziała się o tym, że Jaxon został zatrzymany na komisariacie? Postanowiłam z nią o tym porozmawiać. Udałam się więc do kuchni, gdzie kobieta przygotowywała jakąś potrawę na wieczór. Spojrzała na mnie przez ramię, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Co jest, słońce? - zapytała, a jej twarz wyraźnie się rozluźniła.
- Nic. - mruknęłam podchodząc do niej. - Może Ci w czymś pomóc? - stanęłam obok niej.
- Nie. - zaśmiała się po chwili zastanowienia. No tak, CIĄŻA.
- Okay.. - wywróciłam oczami z rozbawieniem. - Em.. Pattie? - nie bardzo wiedziałam jak mogłabym zacząć ten temat. Nie chciałam, żeby się zdenerwowała.
- Tak? - powiedziała brunetka nie przerywając swojej poprzedniej czynności.
- Dlaczego nie chcesz puścić Jaxona do Zayn'a? - zapytałam na jednym wydechu.
Kobieta wyprostowała się, przygryzła dolną wargę i opadając na krzesło szepnęła:
- Boję się, że on pije..
Cholera.. Postanowiłam jej pomóc. Usiadłam obok jej na drugim krześle i zapytałam przygryzając wnętrze policzka:
- Dlaczego tak sądzisz?
Pattie przetarła twarz dłonią i patrząc w jakiś punkt na ścianie, powiedziała:
- Zawsze gdy wraca od kogoś, u kogo nocował, cały dzień jest ponury. Widzę, że boli go głowa. Suszy go, cały dzień śpi. Pewnie pomyślisz, że jestem jakaś głupia, że od razu nie reaguję, bo przecież od razu widać, że to kac. Ale ja kompletnie nie wiem jak mam się zachować. Jak Justin był w tym wieku, nie byłam przy nim. Był sam. Dlatego.. Boję się zareagować. Boję się znać prawdy. Boję się.. - szepnęła, a jej oczy się zaszkliły.
Widziałam, że jest jej ciężko. Że nie wie jak sobie radzić. Musiałam jej pomóc..
- To puść go dzisiaj. - wzruszyłam ramionami. - Osobiście go zawiozę, dopilnuję, żeby nie było żadnego alkoholu, papierosów ani innych używek. No a jeżeli jutro, gdy wróci, będzie nadal zachowywał się tak jak zazwyczaj, wtedy koniec z wychodzeniem gdziekolwiek.
Brunetka zwróciła wzrok na mnie i patrząc mi w oczy, powiedziała:
- To genialny pomysł! - wstała i mocno mnie do siebie przytuliła. - Dziękuję.
- Nie ma za co. - zaśmiałam się. - To lecę mu powiem, bo z tego co wiem, za 2 godziny zaczyna się tam ta impreza. - wystawiłam język.
- Okay, leć. - kobieta uśmiechnęła się odsuwając się ode mnie. - A, Lili?
- Tak? - odwróciłam się.
- Miałam wątpliwości, ale.. Teraz wiem, że będziesz wspaniałą matką. - puściła do mnie oczko.
- Postaram się. - zaśmiałam się udając się na górę.
~*~

- Lili nooo..
- Nie Jaxon. Obiecałam. Pójdę tam na górę i sprawdzę. - powiedziałam wysiadając z samochodu.
Chłopak wywrócił oczami i powtórzył moją czynność. Miała wspaniały plan, już nie mogłam się doczekać aż go zrealizuję. Jax przytrzymał mi drzwi i oboje weszliśmy do bloku. Wchodziliśmy schodami w ciszy, aż zatrzymaliśmy się na 5 piętrze przed mieszkaniem numer 69. Zaśmiałam się pod nosem i nacisnęłam dzwonek do drzwi. Nie minęła minuta, a staną przed nami, jak się domyślam, Zayn. Uśmiech znikł mu z twarzy, gdy mnie zobaczył.
- Cześć, jestem Lili. - wyciągnęłam rękę w jego stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć.. - mruknął patrząc ukradkiem na Jaxona.
Trochę chamsko zrobiłam i weszłam do środka nie czekając na zaproszenie. Od razu skierowałam się do salonu, gdzie na szklanym stoliku stały 4 litry wódki i 6 piw.
- Sami to wylejecie, czy mam Wam pomóc? - spojrzałam z uśmiechem na twarzy na przerażonych chłopaków.
- Sami.. - burknęli pochodząc i biorąc w ręce butelki z alkoholem.
Poszli do kuchni, oczywiście od razu udałam się za nimi. Jaxon otworzył jedno piwo i nadstawił je nad zlew.
- To moje kieszonkowe... - mruknął załamany.
- Śmiało Jax. Dasz radę. - powiedziałam zachowując poważną minę.
Chłopka w pełni załamany przechylił puszkę i po chwili zobaczyliśmy, jak trunek spływa do rur. Szczerze? Byłam z siebie bardzo dumna. Po kilku minutach wszystko było już wylane. Z wielkim uśmiechem na twarzy przeszłam na korytarz, chcąc wrócić już do domu.
- Okay, no to miłej zabawy Wam życzę. - zaśmiałam się zakładając szalik.
- Ta. - burknął Zayn najwyraźniej na mnie zły.
- Dobra, to paaa. - poczochrałam włosy Jaxona i wyszłam z mieszkania.
Zatrzymałam się jeszcze jednak za drzwiami, wiedziałam, że na pewno nie wylali wszystkiego?
- Wylaliśmy wszystko? - mruknął Jax z pozytywną nadzieją w głosie, że jednak coś zostało.
- Zdurniałeś? - zadrwił Zayn. - Mam jeszcze 4 litry w szafie.
Ha, wiedziałam. Nacisnęłam na klamkę i z powrotem znalazłam się w mieszkaniu.
- Wiece co? - Spojrzałam na nich. - Wylejcie jeszcze to, co macie w szafie. - uśmiechnęłam się.
- Idiota.. - mruknął Jax udając się do pokoju bruneta.
~*~

- Śpisz? - Justin wszedł do ciemnego pokoju, w którym siedziałam od kilkunastu minut i słuchałam cicho piosenki .
- No skąd. - zaśmiałam się odwracając się w jego stronę.
- To co robisz? - zapytał obejmując mnie w tali.
- Em.. - przygryzłam wnętrze policzka. - Rozmawiam z mamą.. - mruknęłam patrząc w niebo. - Brakuje mi jej.. - szepnęłam i poczułam, że mój narzeczony obejmuje mnie jeszcze mocniej.
- Wiem.. - szepnął. - I wcale Ci się nie dziwię.. - uśmiechnął się lekko całując mnie w szyję. - Pamiętaj tylko, że masz mnie. Jestem z Tobą, byłem i zawsze będę. Koch-- - nie skończył, bo właśnie dostałam sms'a.
Sięgnęłam ręką na parapet i podniosłam białego iPhone'a kciukiem odblokowując ekran.
Od: Jaxon.
Czaisz? Jest za 5 północ, a ja nadal wszystko pamiętam! Nie wypiłem ANI KROPELKI. I to wszystko przez Ciebie. -.-
Zaczęłam głośno się śmiać, Justin oczywiście po przeczytaniu wiadomości zaczął mi towarzyszyć. Bez zawahania od razu odpisałam.
Od: Jaxon.
Em... Ups?
Długo nie musiałam czekać na odpowiedź.
Od: Jaxon.
Korzystając z okazji, że za kilka sekund wybije północ i powitamy nowy rok, powiem Ci coś. Bez względu na wszystko nadal mi się podobasz! <3
Zmarszczyłam brwi i zaciskając usta spojrzałam na Justina.
- Idiota.. - mruknął odkładając mój telefon.
Odwrócił mnie do siebie przodem i zaczął delikatnie muskać moje wargi. Następnie 'przykleił' się do moich ust, przez kilka chwil staliśmy tak w bezruchu, gdy szatyn polizał moją dolną wargę prosząc mnie o dostęp, który od razu mu dałam. Chłopak zaczął delikatnie pieścić moje podniebienie, gdy w końcu nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Zaczynało brakować nam powietrza, gdy usłyszeliśmy głośne strzały, co oznaczało, że właśnie w magiczny sposób przenieśliśmy się do 2014 roku.
- Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie. - szepnął z wielkim uśmiechem na twarzy między pocałunkami.
*około 4 miesiące później*
Wiosna. Kocham wiosnę. Wstałam z łóżka z wielkim uśmiechem na twarzy. Zbliżał się mój termin, kończył się 9 miesiąc. Wzięłam szybki prysznic i będąc w samej bieliźnie zrobiłam zdjęcie mojemu pięknemu brzuszkowi. Zarzuciłam luźną sukienkę i zeszłam na dół zrobić sobie coś na śniadanie. Smarowałam chleb tostowy masłem, gdy poczułam mocne kopnięcie. Spojrzałam na swój brzuch.. 'Ał, mała. Spokojnie.' - Pomyślałam. Nie skończyło się jednak na jej ruchach. Poczułam coś takiego w stylu.. Spływającej wody.. Tak, odeszły mi wody. Szybko chwyciłam za telefon i wstukałam w ekran numer Justina łapiąc się na brzuch.
Chłopak odrzucił moje połączenie..
- Cholera, Justin.. - warknęłam siadając na podłodze.
Po chwili dostałam sms'a.
Od: Justin.
Ej, ja tu mam matmę.
Do: Justin.
A JA TU KURWA RODZĘ!


~*~


Przepraszam, że tak szybko przeskoczyłam, ale chcę w końcu skończyć te opowiadanie...
nbn.jpg
Tagi: 50
13.02.2014 o godz. 21:31
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem marszcząc brwi. Miałam się przyznać, że nie słuchałam ich rozmowy? Oh.. Justin oblizał usta i całe szczęście postanowił mnie wtajemniczyć:
- Zaśpiewasz piosenkę, którą napisałaś, prawda?
Słucham? To chyba jakiś żart..
- Pewnie. - mruknęłam lekko się uśmiechając. - To chodź, pójdziemy po płytę. - wstałam i ruszyłam w stronę schodów. Chwilę po tym Justin dołączył do mnie z wielkim bananem na twarzy.
- Nie zaśpiewam tego. - syknęłam wyrzucając ręce w powietrze.
- Dlaczego? - szatyn podniósł jedną brew.
- Boo.. Bo nie! - warknęłam.
- Lili.. - mruknął Justin łapiąc mnie w pasie i przygważdżając do ściany. - Proszę.. - szepnął składając mokre pocałunki na mojej szyi.
- N-nie. - szepnęłam gorączkowo łapiąc oddech.
- Zrób to dla mnie.. - mruknął jadąc nosem po mojej szyi w górę szczęki. - Głęboko wciągnęłam powietrze i spojrzałam w górę. - Kochanie.. - mruknął i lekko przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Zjechał powoli dłońmi na moje pośladki i gwałtownie je ścisnął, co spowodowało, że momentalnie wciągnęłam powietrze dając mu dostęp do mojej buzi. Jego język kulturalnie przywitał się z moim, po czym zaczął prowadzić namiętną walkę o dominację. Zaczęła braknąć nam tchu, więc odsunęliśmy się od siebie z wielkim mlaśnięciem. Zaśmiałam się patrząc na jego twarz.
- Co? - zmarszczył brwi.
- Masz ślady czerwonej szminki na ustach. - szepnęłam lekko przygryzając płatek jego ucha, a potem z satysfakcją udałam się na górę kręcąc biodrami.
~*~

- Jak będziesz śpiewać.. Zainteresuj tym Jazzy. Nie chcemy, żeby zobaczyła jak tata wychodzi, aby się przebrać za Mikołaja. - Jaxon szczerzył się do mnie, gdy byliśmy oboje w kuchni.
- Okay. - uśmiechnęłam się lekko biorąc ostatniego łyka wody.
Ten dzieciak bez przerwy mi się przyglądał. Nie mogłam już tego wytrzymać.
- Jax.. O co Ci chodzi, hm? - zaśmiałam się kładąc ręce na biodrach.
- O nic. - zarumienił się. - Po prostu.. W ramach Świąt.. Jesteśmy pod jemiołą..- mruknął.
Podniosłam głowę i spojrzałam w górę na sufit.
- E.. Ale tam nic nie ma. - spojrzałam na niego jak na durnia.
- Oj no pocałuj małego Jaxonka w policzeeek. Proooooszę... - zrobił słodkie oczka.
- Oh.. Okay. - uległam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Powoli zbliżałam się do jego policzka, gdy w pewnym momencie chłopak odwrócił głowę, a nasze usta dzieliło kilka centymetrów.
- Ha, wiedziałam, że to zrobisz. - zaśmiałam się sztucznie. - Nic z tego, stary. - klepnęłam go po ramieniu i ruszyłam w stronę salonu.
- Łoooo.. - lekko otworzyłam usta, gdy zobaczyłam w pełni wyposażone pomieszczenie.
Były tu głośniki, mikrofony, pełno kabli.. Szok.
- Skąd to się tu wzięło? - zapytałam Justina, który siedział z Jazmyn na kolanach.
- Tatuś interesuje się muzyką. - Jeremy poklepał się po piersi, z czego lekko się zaśmiałam.
- JAXON! CHODŹ JUŻ! - krzyknęła mała, która najwyraźniej z nas wszystkich była najbardziej podekscytowana.
Po chwili chłopak usiadł na kanapie obok Pattie. Byli już wszyscy. Zajęłam miejsce na środku salonu, na wysokim krześle.
- Okay.. - mruknęłam. - Widać, że trochę się denerwuję? - zaśmiałam się, chcąc jak najbardziej przedłużyć moment.
- Śpiewaj Skarbie. - Justin zaśmiał się i nacisnął 'Play'. No cóż. Zostało mi tylko.. ŚPIEWAĆ.
Zaczęli klaskać. Krzyczeć. Czułam się jak na koncercie, pomimo tego, że w pomieszczeniu było tylko 5 osób. Jeremy w trakcie wyszedł, ale widziałam, że cały czas stał za drzwiami.
- To było niesamowite! - krzyknął Jaxon, a wszyscy zaczęli się z niego śmiać.
- Ja.. - mruknął Justin. - Też coś napisałem.. - szepnął nieśmiało.
- No to na co czekasz?! - pisnęłam. - Śpiewaj, już! - podbiegłam do niego i szarpnęłam za rękę, ciągnąc na moje miejsce.
Usiadłam na miejscu szatyna i wzięłam Jazmyn na kolana. Nie minęła chwila, a w pokoju zabrzmiała melodia. Głos Justina dopełnił wszystko. On śpiewał..
~*~

- LILI! - do pokoju wpadł Jaxon w samych bokserkach.
- Co? - warknęłam podnosząc głowę z poduszki.
Muszę przyznać.. Miał dobrze umięśnione ciało. Racja, daleko mu do Justina, ale..
- Jaxon.. Spierdalaj.. - mruknął Justin przyciągając mnie do siebie.
Chłopak wywrócił oczami i miał już wychodzić, gdy powiedziałam mu, żeby powiedział czego ode mnie chce.
- Potrzebuję rady. - powiedział siadając na łóżku. - To koniec.. Z Melody.. - szepnął zdołowany.
- Ouu.. - szepnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. - Od kiedy?
- Teraz. Zadzwoniłem do niej, żeby życzyć jej Wesołych Świąt. Odebrał jakiś chłopak, powiedział, żebym walił się na ryj, bo Mel jest jego.. - szepnął, a ja dostrzegłam malutkie łzy w jego oczach. W pewnej chwili zadzwonił jego telefon. Chłopak nerwowo spojrzał na wyświetlacz i mruknął - To ona.
- Daj. - wyrwałam mu urządzenie z rąk.
Bez zastanowienia przejechałam kciukiem po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Jaxon, ja tak bardzo Cię przeprasz---
- Kto mówi? - szczerze, to chciało mi się śmiać, ale dobra jestem w te klocki, więc..
- Melody.. - mruknęła najwyraźniej zszokowana.
- Okay. Czekaj. - odciągnęłam telefon od ucha i powiedziałam dość głośno:
- Jaxon, kochanie! Jakaś Melody dzwoni.. - zakryłam głośnik ręką i cicho się zaśmiałam. - O, jesteś.. - szepnęłam w słuchawkę. Wpadłam na genialny pomysł. Podałam telefon Jaxonowi, a ja obróciłam Justina, aby położył się na plecy. Usiadłam na niego okrakiem, a on zdezorientowny podniosł się do pozycji siedzącej. Jax chyba wiedział co zamierzam zrobić, więc jak najbliżej przysunął telefon do twarzy Justina, a ja wpiłam się w usta szatyna ocierając się o jego krocze, co spowodowało, że z ust chłopaka wydobył się głośny jęk.
- Pff.. - usłyszeliśmy z głośnika. - Też mam nowego chłopaka.
- Niestety już to wiem. - zaśmiał się Jaxon. - Koniec z nami, kotku. - powiedział i się rozłączył.
Odsunęłam się od Justina i opadłam na swoje miejsce. Jaxon wyciągnął rękę i przybił ze mną piątkę, po czym krzyknął:
- Kocham Cię, Lili. - pocałował mnie w policzek i wybiegł z pokoju.
Zaśmiałam się i spojrzałam na Justina.
- Jesteś głupia. - zaśmiał się i złapał moją twarz w dłonie zostawiając na moich ustach pocałunek. - A temu zgredowi nie daruję, że jego usta tknęły twarz mojej narzeczonej. - położył się łapiąc mnie w tali. - Dobranoc kochanie. - podniósł moją koszulkę i zaczął rysować palcem kółka na moim brzuchu, co powodowało u mnie gęsią skórkę..


___________________________________________

Kocham Was. Jesteście niesamowite. Kocham Ciebie, za to, że przekonałaś mnie, że mam nadal pisać. ( tak, Ciebie ♥ ) I Ciebie, za to, że czytasz wszystkie blogi i jesteś niesamowita. ♥
Mam najwspanialsze czytelniczki na świecie. KOCHAM WAS. ♥
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
paw.jpg
Tagi: 49
30.01.2014 o godz. 22:06

48

*Kilka dni później*
'Oczami Lili'
- ABSOLUTNIE! Lili, nawet nie żartuj.
Wywróciłam oczami. Odkąd wróciłam dwa dni temu ze szpitala, rodzice Justina nie pozwalają mi NIC robić. Zapewniam ich, że bardzo dobrze się czuję, ale nie. LILI ZOSTAW TO! Nawet nie mogę zrobić głupiego ciasta. Muszę leżeć w łóżku. No ja tak nie potrafię..
- Justin! - krzyknęła Pattie, gdy mój chłopak biegał z Jazmyn po całym domu. - Justin! - walnęła go szmatką w plecy, gdy zbliżył się do niej.
- Co? - spojrzał na nią gwałtownie odwracając głowę.
- Nie co tylko słucham. - warknęła. - Zabierz Lili do pokoju, musi się położyć.
- Ok. - odpowiedział krótko, po czym podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- CO TY ROBISZ?! - krzyknęłam, gdy ruszył w stronę schodów.
- Prawidłowo wykonuje moje polecenie. - z kuchni wychyliła się Pattie puszczając do mnie oczko.
Zaśmiałam się lekko pod nosem i czekałam aż znajdziemy się w pokoju. Justin kopnął nogą drzwi, które z wielkim hukiem trzasnęły w ścianę.
- NIC SIĘ NIE STAŁO! - krzyknął, najwyraźniej wiedząc, że jego mama zaraz będzie o to wypytywała.
Położył mnie na łóżku i lekko cmoknął w usta, po czym idąc w stronę drzwi, zapytał:
- Jak tam?
Zamknął drzwi i z powrotem wrócił do mnie. Rozwalił się na łóżku i spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając.
- Jesteś naprawdę szczęśliwy, co? - uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy.
- Bardzo. - oblizał usta. - Mam wszystko, czego mi potrzeba. - podniósł się na łokciach i spojrzał na mnie. - A Ty?
- Bardzo. - szepnęłam po krótkiej chwili lekko się uśmiechając.
- Przebierz się w piżamę. - rzucił szatyn wstając z łóżka.
- Cooo.. No nie. - mruknęłam. - Justin, to tylko ciąża. To nie choroba. Dlaczego nie mogę Wam pomóc w świątecznych przygotowaniach? Czuję się dobrze..
Chłopak podszedł do naszej szafy i wyciągnął z niej jakąś beznadziejną piżamę. Nawet nie wiedziałam skąd ją mam.
- A w życiu. Mogę się przebrać, ale w dresy. - wstałam z łóżka i podeszłam do szatyna. Wybrałam TE spodnie i BLUZKĘ.
- Justin! Mama Cię woła! - do pokoju wparowała Jazmyn z wiekim uśmiechem na twarzy.
- Po co? - Justin spojrzał się na nią z grymasem na twarzy.
Dziewczynka zarumieniła się lekko, po czym zaśmiała się pod nosem. Spojrzałam na swojego narzeczonego marszcząc brwi. Oboje nie rozumieliśmy jej zachowania. Justin przeniósł wzrok na małą i popatrzył na nią pytająco.
- Ohh, no nie woła.. - mruknęła. - Po prostu wyjdź z pokoju, bo chcę porozmawiać z Lili. - wyszczerzyła się układając dłonie na swoich biodrach.
- Dlaczego nie mogę zostać w pokoju? - szatyn zrobił słodką minkę wypychając dolną wargę na wierzch.
Zaśmiałam się i miałam zamiar powiedzieć, że to na mnie nie działa, ale ehh.. Kogo ja oszukam? To cholernie na mnie działa. Oblizałam usta i lekko się uśmiechając szepnęłam:
- Wyjdź.
- Pożałujecie tego. - mruknął. - Obie. Ja tu wrócę. - szepnął wychodząc z pokoju.
Gdy Justin w międzyczasie wykonywał tysiące durnowatych min, Jazmyn i ja patrzyłyśmy na niego lekko podnosząc prawe brwi w górę zachowując grobowe miny. Drzwi trzasnęły, co oznaczało, że szatyna nie ma już w pokoju, a my wybuchnęłyśmy niekontrolowanym śmiechem. Podeszłam do małej i kucając na przeciw niej próbowałam opanować oddech.
- No dobra. To o czym chciałaś porozmawiać? - uśmiechnęłam się zakładając jej opadający kosmyk włosów za ucho.
- Ohh.. - westchnęła. - chodź, usiądziemy. - Pociągnęła mnie za rękę i usiadłyśmy na łóżku. - Nikomu tego nie powiedziałam, bo się bałam, ale..
- Skarbie, co się stało? - zapytałam siadając po turecku i jednocześnie marszcząc brwi.
- Bo.. - przeciągnęła. - Dwa dni temu dostałam prezent.
- Od kogo? - uśmiechnęłam się.
- Od Jaden'a. To taki chłopczyk, który chodzi ze mną do prze---
- DZIEWCZYNY! SZYBKO SIĘ UBIERAĆ! ZA 2 GODZINY SIADAMY DO UROCZYSTEJ KOLACJI! - Jaxon wbiegł do pokoju jak zwykle zapominając o PUKANIU.
Wywróciłam z rozbawieniem oczami. Nikt chyba nie pozwoli nam normalnie porozmawiać, ale cóż. Postanowiłam, że później wrócimy do tej rozmowy. Jazmyn zeskoczyła z łóżka i z naburmuszoną miną zaczęła iść w stronę swojego pokoju, gdy w pewnej chwili zatrzymała się przed Jaxonem i burknęła:
- Jesteś głupi.
Po tych słowach wyszła z pokoju głośno tupiąc nogami. Jaxon podniósł lekko brwi i lekko się śmiejąc, powiedział:
- A ja myślałem, że to Lili jest w ciąży.
- SŁYSZAŁAM! - krzyknęłam i śmiejąc się rzuciłam w niego poduszką.
~*~

Wszystko było już gotowe. Byłam ubrana w sukienkę, którą dostałam od Justina i szpilki. Słyszałam coś tam, że podczas ciąży nie wolno chodzić na obcasach, ale Pattie powiedziała mi, że ona podczas swoich 3 ciąży praktycznie każdy dzień przechodziła na szpilkach i wszystko jest okay.
Czekaliśmy, aż Jeremy przyniesie z kuchni opłatki. Panowała dziwnie niezręczna cisza, ale w końcu Justin ją przerwał mrucząc mi do ucha:
- Pięknie wyglądasz.
Przygryzłam dolną wargę w czasie, gdy tata Justina podszedł do mnie i podał mi jeden z opłatków. Podziękowałam z lekkim uśmiechem na twarzy i poczekałam, aż wszyscy dostaną po kawałku. Jako pierwszy był Justin. Odwrócił się do mnie i zaczął składać mi życzenia.
- No dobra Kochanie.. - szepnął - Życzę Ci magicznych Świąt Bożego Narodzenia. Ej, wiesz co mi się przypomniało? Jak dzwoniłem do Ciebie i składałem życzenia, pamiętasz? - zaśmiałam się cicho pod nosem i skinęłam głową. - Mniejsza z tym. Życzę bogatego mikołaja, szczęścia, samych radosnych chwil. Abyś czerpała radość z każdego dnia i codziennie się uśmiechała. Noooo i żebyś miała wspaniały kontakt z naszą córką. - zaśmiał się. - Kocham Cię. - powiedział uśmiechając się szeroko, po czym złączył nasze usta w słodkim pocałunku.
- Okay, to teraz ja. - powiedziałam, gdy się od niego odsunęłam. - Życzę Ci, abyś był szczęśliwy. Żebyś w końcu zrobił coś ze swoim talentem muzycznym. Życzę Ci samych wspaniałych chwil, żeby zawsze było wspaniale i.. Ohh.. Nie umiem składać życzeń. Cofam to wszystko. Nawzajem. - powiedziałam i mocno objęłam ramionami jego ciało.
Chłopak zaczął się śmiać. Nie ukrywam, ja też nie stałam z grobową miną.
Gdy wszyscy złożyli już sobie życzenia, siedliśmy do kolacji. Spożywając pokarm rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Justin zagłębił się w rozmowie z rodzicami, a Jaxon siedział z wielkim uśmiechem na twarzy i ciągle mi się przyglądał.
- Co? - zapytałam szeptem marszcząc brwi.
- Nic. - wyszczerzył się.
Wywróciłam oczami, gdy Justin złapał moją dłoń, mówiąc:
- Mam rację, Skarbie?


___________________________________________

Tak cholernie nie podoba mi się ten rozdział. Jest zjebany, krótki... Już nie umiem pisać. Chociaż i tak nigdy nie umiałam..
Przepraszam, że dopiero teraz wstawiam, ale.. Koniec semestru, złamane serce w międzyczasie, pełno dodatkowych zajęć i opieka nad rodzeństwem.. Jeszcze raz przepraszam.
A, no i zaległości na Waszych blogach... Już biorę się za czytanie. Kocham Was.
wo.jpg
Tagi: 48
25.01.2014 o godz. 23:52
'Oczami Justina'
Czułem się oszołomiony, nie wiedziałem, co mam robić, ani myśleć. Modliłem się tylko, ale dla mojej ukochanej i naszego dziecka nic się nie stało. W pewnym momencie się ocknąłem i zobaczyłem podjeżdżającą karetkę pod nasz dom. Kazali mi się odsunąć od Lili, z początku nie chciałem jej opuszczać ani na moment, ale musiałem to zrobić , jeżeli chciałem, aby ją uratowali. Dziewczyna cały czas była nieprzytomna. Tak cholernie się o nią bałem. Na noszach wnieśli ją do karetki, zamknęli drzwi i odjechali. Stałem na środku ulicy i patrzyłem, jak moja dziewczyna znika. Po chwili poczułem czyjąś rękę na ramieniu, odwróciłem się i zobaczyłem swoją mamę.
- Może powinieneś do niej jechać?
- Tak tak.. Już jadę. - mruknąłem i wziąłem kluczyki do ręki. Już miałem wsiadać do samochodu, gdy moja rodzicielka złapała mnie za ramię.
- Nie pozwolę Ci w takim stanie prowadzić. Ja pojadę, Ty siadaj obok. - powiedziała stanowczo.
Niechętnie ruszyłem w stronę przeciwnych drzwi. Wsiadłem do pojazdu, dalej myśląc o Lili. Droga do szpitala dłużyła się niemiłosiernie. Te kilka minut zdawało się trwać wieczność. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, jeszcze oszołomiony tą całą sytuacją, zacząłem wbiegać po schodach do białego budynku. Szybko znalazłem się w recepcji i zacząłem wypytywać o Lili Koldberg.
- Jest pod opieką lekarzy, musi Pan chwilę zaczekać. - powiedziała młoda kobieta.
POCZEKAĆ?! Muszę wiedzieć czy nic jej nie jest. Muszę wiedzieć teraz.. Wyciągnąłem od recepcjonistki, że brunetka jest na 3 piętrze. Bez chwili zastanowienia skierowałem się na schody, bo wszystkie windy były zajęte. Znalazłem pokój, w którym leżała Lili na łóżku. Wbiegłem tam, ale pielęgniarka mnie wyprosiła.
- Musi Pan zaczekać za drzwiami.
-Jak to za drzwiami?! Tam jest moja narzeczona. Muszę być przy niej, wspierać ją, a nie czekać za drzwiami! - krzyknąłem już prawie nie panując nad sobą.
-Proszę się uspokoić, bo będę zmuszona zawołać ochronę. Pańska narzeczona jest jeszcze nieprzytomna. - powiedziała tak spokojnie, że aż mnie nosiło.
Nie rozumiesz kobieto, że ja tam muszę wejść?! Jak to nieprzytomna?! Ja muszę z nią być. Bez wahania, z impetem wkroczyłem do sali, gdzie leżała moja ukochana. Faktycznie była jeszcze nieprzytomna. Leżała na łóżku, podłączona po raz kolejny do jakiś urządzeń. Nie wiedziałem, co mam myśleć. Czy się obudzi? Czemu straciła przytomność? Czy z dzieckiem jest wszystko dobrze? Postanowiłem, że choćby nie wiadomo co się działo, nie opuszczę jej. Będę czekał dopóki się obudzi. Złapałem ją za rękę i mocno ścisnąłem powtarzając sobie w duchu, że wszystko będzie dobrze. Mijały minuty, ona nadal nie dawał znaku życia. Oczywiście oddychała, ale.. W pewnym momencie usłyszałem cichy jęk. Momentalnie podniosłem wzrok i spojrzałem na dziewczynę. Powoli otwierała oczy pytając co się stało.
- Shhh, kochanie. Wszystko dobrze.
W momencie, gdy Lili się obudziła do sali weszło kilku lekarzy i zaczęli robić jej badania. Oczywiście nie chcieli mnie poinformować, co się stało i dlaczego. Z tego, co mówili między sobą, zrozumiałem, że z dzieckiem jest wszystko dobrze, a utrata przytomności nie zaszkodziła, ani Lili, ani temu małemu stworzonku, co siedzi w jej brzuszku. Po chwili do sali również wkroczyła moja mama. Od razu jeden z lekarzy do niej podszedł i zaczął tłumaczyć, co się stało.
'Oczami Lili'
Leżałam w szpitalnej sali, po raz kolejny od jakiegoś czasu. Nie wiedziałam, co się dzieje. Ostatnie, co pamiętam, to rozmowa z Justinem i robiący się coraz ciemniejszy obraz przed moimi oczami. Kręciło się w okół mnie co najmniej 10 osób, z czego jedną z nich był mój narzeczony trzymający moją dłoń.
- Co się stało? - ledwo zdołałam wydobyć z siebie dźwięk.
- Shhh, kochanie. Wszystko dobrze. - szepnął i mocniej ścisnął moją rękę.
Oblizałam usta i położyłam głowę z powrotem na poduszcee. Nie miałam kompletnie sił.
~*~

- Tak, dokładnie. Pani chłopak dobrze mówi. Nie wolno się przemęczać, a tym bardziej denerwować, jeżeli chce Pani, aby dziecko przyszło na świat zdrowe. - powiedział lekarz kończąc badania.
- Czyli teraz jest ze mną wszystko dobrze? - zapytałam z powrotem zaciągając bluzkę na brzuch.
- Z Panią tak. Z dzieckiem.. - zaczął i poszedł po dokumenty.
- Co z dzieckiem? - twarz Justina zrobiła się biała jak papier.
- Mamy nadzieję, że wszystko dobrze. Badania wskazały, że jest dobrze, ale istnieją różne możliwości.
- Jakie możliwości? - moje oczy się zaszkliły.
- Mamy nadzieję, że żadne. Niech się Pani nie denerwuje. Badania wykazały, że jest dobrze. Ale chciałbym, żeby Pani została u nas na dwa dni.
- Po co? - szatyn zmarszczył brwi.
- Na wszelki wypadek. Niech się Pan nie martwi, a lepiej pojedzie po ubrania swojej dziewczyny. - mężczyzna uśmiechnął się do nas. - Zajrzę do Pani później. - puścił mi oczko i wyszedł z pokoju.
- Co to było? - Justin spojrzał na mnie wytrzeszczając oczy.
- Nic. - zaśmiałam się lekko. - Pojedziesz po moje rzeczy? - złapałam jego dłoń.
- Jasne. - szepnął lekko się uśmiechając. - Dobra, to ja zaraz wracam. - pocałował mnie w policzek i ruszył w stronę drzwi, gdy mruknęłam:
- Justin..
- Tak? - zatrzymał się i spojrzał na mnie przez ramię.
- Nie wściekaj się na swoją babcię. Ona nie jest niczemu winna. - szepnęłam.
Żyły na szyi szatyna zaczęły pulsować, a szczęka się zacisnęła.
- Ona nie jest moją babcią. - warknął i wyszedł zostawiając mnie samą w pomieszczeniu.
Westchnęłam i opadłam na łóżko. Wiedziałam, że Justin tego tak nie zostawi, i jeżeli tylko ta kobieta będzie jeszcze u nich w domu, to to nie skończy się ciekawie. Położyłam się na boku, gdy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Podniosłam głowę i zobaczyłam Pattie z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Mogę? - szepnęła trzymając dłońmi drzwi.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i podniosłam się po pozycji siedzącej.
- Nie nie Skarbie, leż. - brunetka podeszła do mojego łóżka i usiadła na krześle stojącym obok. - Jak się czujesz? - zapytała kładąc chude ręce na swoich kolanach.
- Już lepiej, dziękuję. - odpowiedziałam z powrotem kładąc się na łóżku. - Mogę Cię o coś zapytać? - zapytałam po chwili ciszy.
- Oczywiście kochanie. - powiedziała po czym oblizała usta.
Przygryzłam dolną wargę, a potem lekko wciągnęłam powietrze. Podniosłam się na łokciach zastanawiając się chwilę jak sformułować pytanie.
- Dlaczego... Co ja zrobiłam tej kobiecie? - zapytałam ledwo słyszalnym szeptem.
- Słońce.. - mruknęła. - Nic jej nie zrobiłaś. Ona taka już jest. Ze mną było tak samo. Przecież wyrzuciła Jefrey'a z domu za to, że ja byłam w ciąży z Justinem.
- Słucham? - wytrzeszczyłam oczy.
- Tak, więc nie przejmuj się tym kochanie. Wiesz, że to wspaniałe, że daliście temu dziecku nowe życie.. A właśnie. Dlaczego ja jeszcze nie znam płci?! - Pattie wyszczerzyła się.
- Nie znasz? - zdziwiłam się. - Będziesz miała wnuczkę. - uśmiechnęłam się ciepło.
- Ooo yeah.
Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Kompletnie nie spodziewałam się takiej reakcji.
- No co?! - zaśmiała się. - Cieszę się, okay?! -wyrzuciła ręce w powietrze.
- Okay. - skinęłam głową lekko się śmiejąc.
'Oczami Justina'
- Gdzie Twoja paniusia? - starsza kobieta uśmiechnęła się do mnie, gdy wszedłem do domu.
- Nie wkurwiaj mnie. - syknąłem wchodząc do salonu. - Zdajesz sobie sprawę, jakie konsekwencje mogłaś ponieść za swoje czyny?! - krzyknąłem patrząc jej w oczy.
- Owszem. - skinęła spokojnie głową.
- OWSZEM?! - wytrzeszczyłem oczy. - MOJE DZIECKO MOGŁO ZGINĄĆ! - krzyknąłem. - A to wszystko przez Twoją durnotę. - warknąłem, po czym przejechałem dłonią po włosach na koniec ciągnąc za ich końce.
- Co się tu dzieje? - mój tata wszedł do salonu trzymając Jazmyn na rękach.
- Justinkowi coś się stało. - babcia zaśmiała się głupio.
- Mamo, wyjdź stąd. - powiedział stanowczo Jefrey.
- Dlaczego? - zmarszczyła brwi.
- Bo nikt Cię tu nie zapraszał i nie pozwolę na to, żebyś niszczyła nasze SZCZĘŚLIWE życie.


____________________________________

Hej. :)
Bardzo Wam dziękuję, że to czytacie, że są osoby, które doceniają i dopełniają moją pracę. Kocham Was. ♥
Więc już jutro Sylwester.. Życzę Wam, aby ten nowy rok był lepszy, aby Wasze wszystkie marzenia się spełniły. :)
Mam nadzieję, że tutaj również znajdzie się sporo komentarzy, w których powiecie mi co powinnam poprawić. :)
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Mam do Was jeszcze jedną prośbę. Like? https://www.facebook.com/KeepCalmAndLoveJustinForever :*
yt.png
Tagi: 47
30.12.2013 o godz. 09:47
Bardzo proszę o przeczytanie notki pod spodem. :)

'Oczami Jefrey'a'
- Mama? - zapytałem odkładając kamerę na stół. - Co Ty tutaj robisz?
Nie widziałem jej od prawie 20 lat. Kazała wynosić mi się z domu, gdy Pattie zaszła w ciążę. A teraz co? Kilka dni przed Wigilią przyjeżdża do nas i będzie udawać, że wszystko jest okay? Nie wydaje mi się.. Na pewno na to nie pozwolę.
- Zbliżają się Święta, tak? Czas się pogodzić. - uśmiechnęła się.
Naprawdę chcesz się godzić? Życzę powodzenia...
- To Ty jesteś Justin? - spojrzała na mojego najstarszego syna. - No nie powiem, przystojny jesteś. - zaśmiała się.
Justin spojrzał się na mnie pytająco. On przecież jej nie zna, ona zepsuje nam tegoroczne Święta... W pewnym momencie moja rodzicielka przeniosła wzrok na Lili. Uśmiechnęła się lekko, po czym zaczęła lustrować ją wzrokiem. Bałem się, że powtórzy się to, co dawniej.
- Skarbie.. Co to za brzuch? - zmarszczyła brwi.
Lili spojrzała na Justina. Cholera.. Dziewczyna mojego syna nie zna historii o mojej matce. Musiałem jakoś zadziałać. Ta kobieta nie mogła zniszczyć mi Świąt.
'Oczami Lili'
Spojrzałam gorączkowo na Justina. On spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem pokazując mi, że wszystko będzie okay.
- Jesteś w ciąży? - głos starszej kobiety był przepełniony jadem.
- Emm.. - oblizałam usta. - Tak. - szepnęłam niepewnie.
- Więc co Ty tu jeszcze robisz? - skrzyżowała ręce na piersi.
- Słucham? - wytrzeszczyłam oczy.
- MAMO! - krzyknął Jefrey. - Przestań. - mruknął.
- Jesteś ledwo co pełnoletnia, prawda? Czyje to dziecko?
Zaczynało robić mi się gorąco. Kompletnie nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Znaczy.. To oczywiste, że to dziecko jest Justina, ale..
- Moje. - powiedział stanowczo szatyn.
- Nie myślałam, że mój wnuk jest taki naiwny.. - zaśmiała się gorzko. - Justin, wierzysz w to? Bo ja nie. To dziecko na pewno nie jest Twoje. - uśmiechnęła się głupio.
- Mamo, wyjdź stąd. - Tata Justina zaczynał naprawdę się denerwować.
Szczerze mówiąc to ja też. Chociaż w sumie to ja bardziej zaczynałam się bać. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się zachować.
- Przepraszam bardzo, synku. Dlaczego to ja miałabym wyjść, skoro jest tutaj osoba, która zdradza Twoje dziecko?
- MAMO DOSYĆ! - warknął. - Wyjdź i to w tej chwili.
- Z wielką chęcią. Nie zamierzam przebywać w jednym pomieszczeniu z dzi---
- Do widzenia. - przełknęłam ślinę i wyszłam na korytarz.
Moje oczy wypełniły się łzami. Co ja jej zrobiłam, że mnie teraz tak traktuje? Nie wiem, ale to mnie cholernie boli.
Zakładając kozaki usłyszałam z salonu:
- WIDZISZ CO NAROBIŁAŚ?! PO CO TU W OGÓLE PRZYCHODZIŁAŚ?! WYRZEKŁAŚ SIĘ MOJEGO TATY, BO JEGO DZIEWCZYNA ZASZŁA W CIĄŻĘ! TO MOŻE OD RAZU WYRZEKNIJ SIĘ CAŁEJ RODZINY CO?! - krzyknął Justin. - Ciężko Ci zrozumieć, że to jest MOJE dziecko i jestem na tyle dojrzały, żeby je wychować?!
W tej chwili po moim policzku spłynęła łza. Zarzuciłam na siebie swój płaszczyk i wybiegłam z domu. Kierowałam się prosto przed siebie, gdy w pewnej chwili usłyszałam krzyki szatyna:
- LILI! ZACZEKAJ! Skarbie, stój..
Powoli zaczęłam zwalniać. Robiło mi się bardzo niedobrze. Przed oczami miałam ciemność, nie widziałam nic. W końcu się zatrzymałam i chwiejąc się na nogach spojrzałam na Justina.
- Kochanie.. - szepnął łapiąc mnie za ramiona, gdy zaczęłam tracić równowagę. - Chodź, idziemy do domu. Jesteś cała blada.
- Nigdzie nie idę. - mruknęłam czując, jak tracę wszelkie siły. - Nikt mnie tam nie chce. W ogóle nikt mnie nie chce. Wolę umrzeć.
- Słucham? Lili nawet tak nie mów. - przytulił mnie mocno do siebie. - Jesteś dla mnie najważniejsza. Ta osoba, która niby jest moja babcią, to.. Nie liczy się. To, że przyjechała tutaj i odstawia jakieś sceny, nie znaczy, że nie jesteś chciana w tej rodzinie. Doskonale wiesz, że wiele znaczysz mojej mamie i tacie, a dla mnie jesteś najważniejsza na całym świecie.
- Ale Ty nie rozumiesz.. Skoro część Twojej rodziny uważa mnie za dzi-- - nie mogłam dokończyć słowa przez łzy, które w tym momencie spływały po policzkach.
- Ej, kochanie. Jedna kobieta nie czyni od razu części mojej rodziny. Moi rodzice Cię uwielbiają, nie wspomnę już o Jaxonie - pocałował mnie we włosy - a Jazmyn? Jesteś jej idolką. Będzie dobrze. Więc nie bierz do siebie tego, co myśli moja rzekoma babcia. Ważne jest to, co ja o Tobie myślę. Kocham Cię i nasze dziecko. Pamiętaj, że -- - Nie usłyszałam reszty słów, bo obraz przed moimi oczami zrobił się czarny.
Poczułam tylko jak moje nogi nie mają już siły utrzymać ciężaru ciała.
'Oczami Justina'
Lili zaczęła upadać, nie wiedziałem co się dzieje. Zacząłem panikować, nie mogło jej się nic stać.
- Lili! - krzyknąłem podnosząc ją. - Kochanie! Otwórz oczy. Słyszysz mnie? - przyłożyłem dłoń do jej policzka. -Lili ?! Proszę, obudź się! - nawet nie poczułem, gdy łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Podejrzewam, że aż w domu usłyszeli moje krzyki, bo zobaczyłem jak moja mama wybiega z mieszkania. - Zadzwoń po karetkę! - krzyknąłem.
- Ale co się stało? - podbiegła do nas z wyraźnie rysującym się przerażeniem na twarzy.
- Dzwoń! - krzyknąłem, a po moich policzkach ponownie zaczęły spływać strumieniami łzy.
- Halo? Pogotowie? [ ... ]
­- Lili, kochanie. Proszę. Obudź się. - szepnąłem przykładając swój mokry policzek do jej ust. - Błagam..


_______________________________________________

Hej. :)
Cóż.. Rozdział nie pojawił się dosyć długo, wiem. Przepraszam. Rozmyślałam nad zakończeniem mojej przygody z pisaniem, ale.. Jeszcze tu zostanę. :) No i nie sama. ;p W napisaniu tego rozdziału pomogła mi pewna osoba. Będzie mi teraz częściej pomagała, ale wydaje mi się, że nie przy każdym rozdziale. ;) No w każdym razie liczę, że chociaż trochę Was zaciekawiłyśmy i zostawicie tutaj po sobie szczere komentarze. :)
A przy okazji życzę Wam radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Nie będę Wam tutaj zanudzać, bo to bez sensu, ale pamiętajcie, że każdej z Was, z osobna, życzę, aby Wasze wszystkie marzenia się spełniły i wszystko było dobrze. :*
Pytania? ASK. :)
cryy.jpg
Tagi: 46
23.12.2013 o godz. 17:54
Zamknąłem oczy i głęboko wciągnąłem powietrze. Serio Jaxon? Serio?
- Mógłby Pan przyjechać go odebrać? Wszystko już spisaliśmy, będzie czekał na korytarzu.
- Tak tak. Za chwilę będę.
- Dziękuję. - powiedział i się rozłączył.
Odłożyłem słuchawkę i wszedłem do kuchni.
- Zaraz wrócę. - powiedziałem mamie i zacząłem szukać Lili.
- Za chwilę jestem z powrotem.
- Gdzie idziesz? - zapytała rozkładając sztućce na stole.
Złapałem ją za rękę i wyprowadziłem na korytarz. Rozglądnąłem się czy nikt nie podsłuchuje i szepnąłem jej w ucho:
- Jaxona przyłapała policja jak pił. Muszę go odebrać.
- Idiota.. - mruknęła kręcąc głową.
- Kto? - zmarszczyłem brwi.
- Jaxon. - syknęła na tyle cicho, żeby nikt nas nie słyszał.
- Tak, wiem. Ale jest moim bratem, i muszę mu pomóc. Zaraz wrócę. - pocałowałem ją w policzek.
- Okay. - szepnęła z lekkim uśmiechem i wróciła do salonu.
Wyszedłem z domu i wsiadłem do swojego auta. Przez chwilę zastanawiałem się, gdzie właściwie znajduje się główna komenda policji. Przypomniałem sobie, że przejeżdżaliśmy koło tego budynku wjeżdżając do miasta. Podróż nie zajęła mi dużo czasu. Po 20 minutach zaparkowałem przed komendą i wysiadłem z samochodu. Lekko padał śnieg, a w powietrzu unosiła się przyjemna, świąteczna atmosfera. Niestety musiałem iść po Jaxona.. Ruszyłem w stronę drzwi. Gdy wszedłem do środka, zobaczyłem na korytarzu swojego brata. Siedział na podłodze i miał schowaną twarz w dłonie.
- Synu, zawiodłem się na Tobie. Jedziemy do domu. - próbowałem naśladować głos naszego ojca.
Chłopak gorączkowo podniósł głowę i spojrzał na mnie z przerażonymi oczami. Na jego bladą od strachu twarz wkradł się lekki uśmieszek. Zacisnąłem szczękę pokazując mu, że wcale nie ma się z czego cieszyć. Wcale nie jest lepiej, że przyjechałem ja, a nie tata. Jaxon wstał i z opuszczoną głową podszedł do mnie.
- Jedziemy do domu. - syknąłem mu do ucha i ruszyłem w stronę drzwi.
Wyszedłem na zewnątrz i od razu poszedłem do samochodu. Usiadłem na miejscu kierowcy i czekałem na Jaxona. Po krótkiej chwili chłopak wsiadł do samochodu z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzięki stary.
- Pojebało Cię do końca?! -warknąłem odpalając auto. - Jak możesz, kurwa, cztery dni przed Świętami łazić se nie wiadomo gdzie i hlać.
- Justin, uspokój się.. - mruknął.
- Ja mam się uspokoić?! - krzyknąłem zatrzymując się na czerwonym świetle. - Jesteś rozpieszczonym dzieciakiem, wiesz? Ja nigdy w Twoim wieku nie trzymałem w ręku nawet butelki po piwie.
- Zaczynasz pierdolić jak ojciec. - krzyknął.
- Nie z takim słownictwem w moim samochodzie, braciszku. - syknąłem ruszając. - Jeżeli jesteś serio takim tępakiem i nie rozumiesz, że chcę Twojego dobra, to lepiej się zamknij.
- Moje dobra? - zadrwił. - To Ci dopiero. - To Ty zostałeś sobie w LA, a ja musiałem wrócić z rodzicami do Kanady.
- To nie był mój wybór, okay?! To oni chcieli Cię kształcić, ale najwyraźniej im nie wyszło. - mrukąłem parkując przed domem.
- Co? - Jaxon zmarszczył brwi wysiadając z samochodu.
- Nie pamiętasz? - zapytałem za kluczając samochód. - Wyjechaliście, żebyś miał większe szanse na bycie lekarzem czy czymś tam innym. - rzuciłem obojętnie kierując się w stronę domu.
- Naprawdę? - Jaxon podbiegł do mnie.
- Ta. - mruknąłem otwierając drzwi od domu.
W całym pomieszczeniu rozbrzmiewała ta piosenka. Było tak.. radośnie i świątecznie. Lili tańczyła i śpiewała razem z Jazmyn na zmianę się śmiejąc. Tata to wszystko nagrywał, a mama ubierała choinkę. To był widok, o którym zawsze marzyłem..
- Piśnij tylko słówko, a zawiozę Cię z powrotem i będziesz siedział za kratami. - syknąłem w ucho Jaxon'owi z uśmiechem na twarzy.
Chłopak niepewnie skinął głową i oblizał usta.
- Nie chcę zepsuć tego, na co czekałem tyle lat. - zaśmiałem się i ruszyłem do salonu.
- WITAM MOJE PIĘKNE PANIE! - wyszczerzyłem się patrząc na szalejącą Lili z Jezz.
- Justin! - krzyknęła Jazzy śmiejąc się. - Zatańczysz z nami?
Zaśmiałem się i dołączyłem do dziewczyn. Mama uśmiechnęła się patrząc na nas i spojrzała na Jaxona.
- O, hej synku. Już wróciłeś? - podeszła do niego i pocałowała go w czoło.
- Tak, spotkałem Justina jak wracał ze.. sklepu, więc poprosiłem, żeby mnie podwiózł. - uśmiechnął się lekko.
- No to fajnie. Jak było z kolegami.
- Dobrze. - skinął głową wypuszczając powietrze.
Mama uśmiechnęła się ciepło i potargała jego idealnie ułożone włosy. Śpiewałem i tańczyłem z dziewczynami, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę. - powiedziała mama.
Wszyscy skierowaliśmy wzrok na korytarz i po chwili zobaczyliśmy kobietę wchodzącą do salonu:
- Witajcie!
- Mama?


_________________________________________

Hej skarby. ♥
Mam zapalenie ucha, super.. Przepraszam, że dopiero teraz rozdział, ale nieciekawie było u mnie przez tych kilka ostatnich dni.
No dobra, mam nadzieję, że spodoba Wam się ten rozdział.
Ja jestem z niego po części zadowolona. :)
Do następnego. xxx
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
lulu.jpg
Tagi: 45
14.12.2013 o godz. 20:07